Wiadomości
Imieniny:
Kacpra, Melchiora, Baltazara
Wtorek, 6 stycznia 2009 r.
Czytelnicy on-line: 140
Śmierć szybsza od karetki
środa, 09. stycznia 2008 , 00:57
W noc sylwestrową Rafał Łuba konał na drodze przez ponad godzinę. Nie doczekał się karetki z odległego zaledwie o 6 kilometrów Międzyrzeca.
- Ciągle nie mogę uwierzyć, że to spotkało naszego syna - mówi z łzami w oczach Anna Łuba, matka chłopaka. - Miał poukładane w głowie, studiował w Białej Podlaskiej, planował przyszłość - dodaje.
- A najgorsze jest to, że mógł przeżyć - podkreśla Jerzy Łuba, ojciec Rafała. - Gdyby wszystkie służby zadziałały, jak należy.
Rafał witał Nowy Rok u kolegi, na drugim końcu Wygnanki - wsi, w której mieszkał. Wyszedł od niego tuż po północy. Na drodze potrącił go samochód. - Pojazd przez prawie 200 metrów ciągnął go za sobą - mówi Dariusz Łukasiak z policji w Radzyniu Podlaskim.
Sprawca zbiegł z miejsca wypadku. Od tygodnia szuka go cała radzyńska komenda. Wczoraj funkcjonariusze znowu pojawili się w Wygnance. Pytali o ciemny samochód terenowy. Prawdopodobnie to on potrącił Rafała.
Chłopaka leżącego na drodze zauważyli Dorota i Stanisław Biernaccy z Wygnanki. Tuż po godz. 1 wracali z sylwestra u rodziców. - Natychmiast zadzwoniłem na numer 112 - opowiada pan Stanisław. - Zgłosiła się policja z pobliskiego Międzyrzeca. Poprosiliśmy o natychmiastowe wezwanie karetki, bo na ulicy kona człowiek.
Mijały kolejne minuty, a pogotowie nie przyjeżdżało. - Co chwilę dzwoniliśmy pod 112. Bez skutku - tłumaczy pani Dorota.
- Nie było wtedy żadnej wolnej karetki - twierdzi Dariusz Kacik, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Białej Podlaskiej. - 15 zespołów ratowniczych, którymi dysponujemy, musi wystarczyć na cztery powiaty. Między godz. 1 a 2 wszystkie były w rozjazdach.
Po kolejnych telefonach Biernackiego, o godz. 1.33, dyspozytor pogotowia poprosił o pomoc policję. Policjanci pojawili się w Wygnance 10 minut później.
- A stan Rafała był coraz gorszy - zaznacza Biernacki. - Zaczął tracić oddech. Razem z policjantem musieliśmy go reanimować.
- O godz. 2.04 nasz dyspozytor otrzymał telefon od policjanta z miejsca zdarzenia, że stan rannego jest krytyczny - wyjaśnia Kacik. - Natychmiast wysłaliśmy tam karetkę, która chwilę wcześniej przywiozła do szpitala w Międzyrzecu nieprzytomne dziecko. Pogotowie dojechało go Wygnanki o godz. 2.16. Lekarz stwierdził zgon chłopaka. Mieszkańcy wsi nie mają wątpliwości, że Rafał mógł przeżyć, gdyby pogotowie przyjechało na czas. - Utrzymywaliśmy go przy życiu przez 45 minut - podkreśla Stanisław Biernacki. - Dłużej się nie dało.
Okoliczności całego zajścia bada radzyńska prokuratura. - Prowadzimy postępowanie wyjaśniające w kierunku spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Wszystkie inne wątki, m.in. reakcja pogotowia, też będą sprawdzone - zapowiada Marzena Wojtuń, zastępca prokuratora rejonowego w Radzyniu. Śledczy czekają też na wyniki sekcji zwłok chłopaka. Te mają być znane jeszcze w styczniu.


żródło: Dziennik Wschodni 8.01.08
» Wstecz
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 
 
 
 
 SONDA
Jaki znasz język obcy?
angielski
francuski
hiszpański
niemiecki
rosyjski
włoski
inny
nie znam żadnego
 
Arsped Sp. z o. o. 2007 - Wszelkie prawa zastrzeżone