Przed gdańskim sądem stanie pracownik firmy kurierskiej, który wyrzucił do śmietnika około dwóch tysięcy przesyłek. Grożą mu 2 lata więzienia
38-letni Mirosław K. pracował od pół roku jako doręczyciel w dużej firmie kurierskiej. Rozwoził przesyłki na terenie Trójmiasta. W firmie był ceniony, bo - jak wynikało z dokumentacji - dostarczał znacznie więcej paczek i listów niż jego koledzy. W ubiegłym tygodniu pracownica jego firmy, która odpowiada za rozliczanie doręczycieli, nabrała w końcu podejrzeń co do uczciwości Mirosława K. i poinformowała o tym szefa. Ten postanowił obserwować mężczyznę.
- Wyszedł za nim, gdy ten pobrał kolejną partię listów do rozwiezienia - opowiada rzecznik gdańskiej policji Piotr Strojny. - Kierownik z przerażeniem zobaczył jak Mirosław K. podchodzi do stojącego nieopodal kontenera na śmieci i wrzuca tam wszystkie przesyłki.
Doręczyciel został zatrzymany chwilę później na terenie firmy. Po zbadaniu alkomatem okazało się, że jest pijany - miał prawie 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu. Jeszcze tego samego dnia został zwolniony dyscyplinarnie z pracy.
Po przesłuchaniu w prokuraturze mężczyzna usłyszał zarzut "poświadczenia nieprawdy w dokumentach" (fałszował podpisy). Najprawdopodobniej 38-latek odpowie przed sądem także za usuwanie dokumentów i naruszanie tajemnicy korespondencji oraz ustawy o ochronie danych osobowych. Grożą za to dwa lata więzienia.
Firma kurierska policzyła, że w ciągu sześciu miesięcy nieuczciwy doręczyciel mógł wyrzucić do śmieci około dwóch tysięcy listów.
/Grzegorz Szaro/