Wojewódzkie Inspektoraty Transportu Drogowego są zasypane ofertami od chętnych do pracy. W Łodzi na pięć miejsc zgłosiło się ponad 170 osób, a wśród nich prawnicy i ekonomiści, mimo że wystarczającymi kwalifikacjami jest matura, prawo jazdy i ukończony 25. rok życia. Co tak nęci kandydatów? Wysokie zarobki.
- Kandydaci z wyższym wykształceniem są dla nas nieco kłopotliwi, mogą nie przejść testów psychologicznych - mówi Adam Wrzosek, dyrektor łódzkiego WITD. - Są stworzeni raczej do stanowisk kierowniczych, a my chcemy osób na stanowiska robotnicze.
Początkujący pracownik kontroli transportu drogowego przez pół roku dostaje 900 zł netto, to po zdobyciu doświadczenia ma szansę na 3 tys. zł. i więcej. Więcej, bo rząd, chcąc zastopować odejścia inspektorów do branży przewozowej oraz uzupełnić kadry ze względu na ciągle zwiększającą się liczbę pojazdów do kontroli, dał dodatkowe pieniądze na podwyżki. W przypadku łódzkiej formacji mogą one wynieść nawet 400 - 600 zł, poza tym wszyscy mają szansę na premie i dodatki inspekcyjne, sięgające tych samych sum.
W łódzkim oddziale i jego placówkach terenowych w Kutnie i Radomsku pracuje teraz 19 inspektorów. Kontrolują m.in. stan techniczny ciężarówek i autobusów oraz czas pracy ich kierowców. Trzej kolejni przyuczają się do zawodu. Pięciu następnych, którzy zostaną wybrani spośród 127 kandydatów, trafi do oddziałów w Piotrkowie Tryb. i Sieradzu. W następnych miesiącach WITD planuje zatrudnić jeszcze jedenastu.
Podobnie oblężone są oddziały WITD w innych miastach Polski. Warszawa przeegzaminuje ponad 120 kandydatów, Kraków - blisko stu.