Wiadomości
Imieniny:
Kacpra, Melchiora, Baltazara
Wtorek, 6 stycznia 2009 r.
Czytelnicy on-line: 144
Jak Niemcy chronią drzewa
niedziela, 20. stycznia 2008 , 00:03
U nas przydrożne lipy i kasztanowce idą pod topór. U zachodnich sąsiadów jest zupełnie inaczej.
- Mamy ustawę, która nie pozwala na wycinki pięknych alei - tłumaczy Marko Szameit ze służby drogowej w Seelow, którego spotkaliśmy na drodze łączącej Frankfurt z Lubuszem. Niemieckie doświadczenia pokazują, że na drogach w alejach lip, kasztanowców, sosen czy brzóz można zadbać o bezpieczeństwo. Dwa razy do roku każde takie drzewo ogląda dendrolog, decydując o ewentualnym leczeniu bądź usunięciu suchych roślin.
- Czy tu w Niemczech, czy w Polsce zachwycam się alejami - zdradza nam Zbigniew Kotarba, operator filmowy mieszkający w Wyskoku pod Sulęcinem, a dojeżdżający do pracy w Berlinie - i na takich drogach zawsze mam jedną zasadę: noga z gazu! Do Zielonej Góry jeżdżę zawsze przez Skąpe, właśnie ze względu na piękno krajobrazu, który buduje aleja.
Nie ma prostej formuły
Z Frankfurtu nad Odrą aleje na południe, północ i zachód. Jakąkolwiek drogą byś nie opuszczał miasta: rzędy lip czy brzóz, czasem drzew owocowych: jabłoni, śliw i czereśni. Tak jak po polskiej stronie - posadzone grubo przed wojną. Tylko że w Polsce w zastraszającym tempie ubywa przydrożnych drzew. - Za wójtem czy burmistrzem, który podpisał cyrograf skazujący na zagładę aleję, ta zła decyzja będzie chodziła już zawsze. Nie chciałbym, by potem taki człowiek trafił do sejmu czy rządu - ciągnie Kotarba.
Przypomnijmy, że nasi samorządowcy decydując o wycinkach powołują się na względy bezpieczeństwa czy - jak w przypadku lokalnej drogi z Krężołów przez Łęgowo do Klępska - po to, by poszerzyć jezdnię. Tymczasem już na początku lat 90. niemiecki klub automobilowy ADAC, zajmujący się badaniem stanu bezpieczeństwa na drogach, ostrzegał, że skuteczną strategią zapewnienia tegoż bezpieczeństwa nie jest prosta formuła: wyciąć wszystkie drzewa z poboczy.
Już wtedy w Niemczech było jasne, że w alejach niezbędne jest ograniczenie prędkości czy postawienie znaków zakazu wyprzedzania, oznaczenie drzew tablicami odblaskowymi, ustawianie barier energochłonnych zabezpieczających przed wypadnięciem pojazdów z jezdni, w szczególności przed wpadnięciem na drzewo. W ostatnich latach na takich drogach postawiono fotoradary. Ta recepta okazała się skuteczna w Brandenburgii, gdzie w latach 1997-2005 liczba wypadków najechania na drzewo zmalała o 33 proc., a liczba ofiar śmiertelnych takich wypadków spadła z 337 do 110.
Do wypadków prowadzą wycinki
- Metr barierki kosztuje 200 złotych, nie mamy na to pieniędzy - stwierdza Grzegorz Szulc z Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze. -- Za usunięcie drzewa z mojej posesji magistrat chce 60 tysięcy złotych - ripostuje mieszkaniec Świebodzina i szybko dodaje: - Jeśli o bezpieczeństwo na drodze można zadbać w innym sposób niż przez usuwanie drzew, drogowcy nie powinni być zwalniani z tej opłaty!
W 1994 r. przeciętne drzewo uliczne w Berlinie zostało wycenione na 15.000 marek - obecnie około 7,5 tys. euro, a wszystkie drzewa przydrożne w tym mieście na kwotę około 6 mld marek. - Poszczególne kraje wydają cały szereg aktów prawnych, chroniących drzewa i zapewniających prawidłową gospodarkę drzewostanem, a także opracowują lokalne metody wyceny drzew - alarmują polscy przyrodnicy.
- Wycinanie drzew jako czynnik istotnego zwiększenia liczby i rozmiarów skutków wypadków na danym odcinku drogi potwierdzają badania prowadzone w Danii, Niemczech i Czechach. Najwięcej wypadków śmiertelnych jest na drogach szybkiego ruchu, a więc pozbawionych drzew, oraz tam, gdzie istnieje poczucie "pozornego bezpieczeństwa”, skłaniające do rozwijania nadmiernej prędkości. Potwierdzają to także statystyki krajowe: w 2004 r. na wszystkich drogach warmińsko-mazurskich na drzewach zginęły 93 osoby, podczas gdy na pozbawionym drzew 156-kilometrowym odcinku drogi krajowej nr 7 zginęły aż 52 osoby - zauważa Krzysztof Worobiec ze Stowarzyszenia "Sadyba”.
Według opracowań niemieckiej policji zieleń przydrożna zwiększenia bezpieczeństwo ruchu drogowego, stanowi czynnik pozytywnego oddziaływania psychologicznego, dlatego w samej Meklemburgii dosadzono w ostatnich latach ponad 770 km alei. Zresztą tam prawo pozwala na sadzenie drzewa już w odległości 80 cm od drogi, podczas gdy w Polsce aż trzech metrów.
Droga przez Łęgowo przed KE?
- Od kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej ogromną wagę musimy przywiązywać do ochrony środowiska - zauważa dr Andrzej Chrzanowski z zakładu dróg i mostów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Tymczasem polski system zezwoleń budowlanych jest niezgodny z prawem wspólnotowym. Nasze przepisy mówią, że prowadząc inwestycję drogową należy przedłożyć tylko jedną ocenę oddziaływania na środowisko, a przepisy unijne upominają się o dwa takie dokumenty. Jeśli więc polskie prawo nie będzie respektować dyrektywy 85/377, komisja może odmówić dotacji na budowę drogi. Obecnie przed Komisją Europejską toczą się 94 postępowania przeciwko Polsce, w związku z naruszeniem unijnego prawa.
Kolejne postępowanie może dotyczyć planowanej inwestycji powiatowego zielonogórskiego zarządu dróg, który chce zbudować lokalną drogę z Krężołów przez Łęgowo do Klępska nie bacząc na rosnące przy niej wiekowe lipy. Drogowcy upierają się, by jezdnia miała szerokość sześciu metrów oraz by drzewa wyciąć po obu stronach. I znów kłaniają się doświadczenia niemieckie: tam najwięcej uroku mają przebudowane, gładkie jak stół lokalne drogi. Wąskie, ale wystarczające niewielkim społecznościom.



żródło: Gazeta Lubuska 19.01.08
» Wstecz
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 
 
 
 
 SONDA
Jaki znasz język obcy?
angielski
francuski
hiszpański
niemiecki
rosyjski
włoski
inny
nie znam żadnego
 
Arsped Sp. z o. o. 2007 - Wszelkie prawa zastrzeżone