Dla przedsiębiorstw groźniejsze od zatkanej granicy wschodniej jest brak odpraw na lotniskach i w portach morskich. Będą przestoje...
Wczoraj na sparaliżowanej protestem celników tkwiło w korkach około 5 tys. tirów - ocenia Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD). Bardziej niebezpieczna jest sytuacja w portach i na lotniskach, gdzie odprawa celna niemal ustała. Skutki przerw w dostawach drogą morską i lotniczą mogą być dramatyczne.
- Produkcja w naszej fabryce opiera się dostawach just in time. Oznacza to, że komponenty dostarcza się niemal bezpośrednio na taśmę. Utrzymywane zapasy podzespołów wystarczają na kilka dni. W tej chwili fabryka pracuje normalnie, ale jeśli protest się przedłuży, możemy mieć problem z utrzymaniem płynności produkcji - mówi Grzegorz Górski z Toyota Motor Manufakturing Poland, która w Wałbrzychu produkuje m.in. silniki.
Gdyby produkcja stanęła, straty będą liczone w milionach euro. Podobne problemy mają dziesiątki innych firm.
Wierzchołek góry
Na lotniskach pracują tylko szefowie urzędów celnych. Odprawiają żywność i krew.
- Reszta czeka na odprawy celne - informuje Jolanta Małachowska, kierownik spedycji lotniczej operatora logistycznego Kuehne+Nagel (KN).
Przestoje w portach i na lotniskach mogą mieć większy wpływ na gospodarkę niż blokady przejść drogowych.
- W portach będą pojawiać się kolejne kontenery, a na lotniskach dziesiątki ton ładunków. Statki są w drodze, a samoloty latają nadal zgodnie z rozkładem - wyjaśnia Robert Pastryk, dyrektor handlowy w spedycyjnej spółce Diera.
Tomasz Buraś, prezes operatora logistycznego DHL Express (Polska), mówi, że jeśli protest się przedłuży, skutki dotkną nie tylko przewoźników i spedytorów.
- Z eksportu do naszego kraju mogą zrezygnować duzi kontrahenci z Dalekiego Wschodu - uważa szef DHL Express.
Rany transportowców
Przewoźnicy tracą dochody (bo tabor stoi), kierowcy nie zarabiają. A mimo to ich klienci muszą potrząsnąć sakiewką.
- Naliczane są opłaty za przetrzymywanie kontenerów w porcie oraz za ich wynajem - mówi Stanisław Lukowicz, dyrektor generalny KN.
Spedytorzy przerzucą je na importerów.
- Na razie nasi klienci cierpliwie czekają na towary. Jednak wiemy, że są zobligowani do dostarczenia ich odbiorcom. Część klientów wybrała już odprawę w Hamburgu i dzięki temu uniknęła problemów - przekonuje Stanisław Lukowicz, dyrektor generalny Kuehne +Nagel (KN).
Dlatego w przyszłości coraz więcej klientów może wybierać niemieckie porty zamiast polskich.
Zakładając, że rząd szybko porozumie się z celnikami i wszyscy wrócą do pracy, samo rozładowanie korków na granicach drogowych potrwa kilka dni, może nawet tydzień.
- Kolejki na granicy to nie wszystko. Wiele pojazdów zostało w bazach. Czekają na poprawę sytuacji. Może ich być drugie tyle, co na granicy - mówi Jan Buczek, prezes ZMPD.
Będą procesy
Zrzeszenie przygotowało już poradnik prawny dla przewoźników chcących uzyskać od państwa odszkodowanie.
- W najbliższych godzinach opublikujemy wzór formularza. Szacujemy dzienny koszt postoju ciężarówki na 300 EUR. Zatrzymanych jest co najmniej 5 tys. pojazdów. To daje 1,5 mln EUR dziennie. Do tego dochodzą koszty strat towarów łatwo psujących się i uszkodzeń czy kary z powodu opóźnienia dostaw. Zwrotu tych kosztów będziemy się domagać - twierdzi Jan Buczek.