- Co ten premier wygaduje? - pytają mieszkańcy Świnoujścia. - To koniec marzeń o wielkim porcie - obawia się prezydent miasta. Posłowie uspokajają, a przedstawiciele PGNiG mówią, że są zdeterminowani i gazoport budować będą.
Ubiegłotygodniowa wypowiedź wicepremiera Waldemara Pawlaka wywołała prawdziwą burzę. Pawlak powiedział, że trzeba sprawdzić, czy świnoujski gazoport opłaca się Polsce. Jego zdaniem, być może lepiej wybudować nowy rurociąg z Rosji przez kraje nadbałtyckie.
Może myślał co innego?
Zbigniew Pomieczyński jest świnoujskim radnym z ramienia PSL. Po wypowiedzi wicepremiera Pawlaka rozdzwonił się jego telefon.
- Wszyscy pytali, co ten twój premier wygaduje? - opowiada Zbigniew Pomieczyński. Jego samego słowa premiera nie zaskoczyły. - Czasami tak jest, że ktoś coś źle zrozumie, albo powie coś innego, niż w rzeczywistości myśli - tłumaczy premiera. Jego zdaniem, premierowi chodziło bardziej o to, czy gazoport będzie rzeczywiście dla Polski gwarancją bezpieczeństwa energetycznego. A nie o to, czy budować go w Świnoujściu, czy innym porcie. - Są problemy z podpisaniem umów na dostawę skroplonego gazu - mówi Zbigniew Pomieczyński. - W tej chwili brakuje około 40 procent zapotrzebowania. Radny nie wierzy jednak, aby rząd zatrzymał uruchomioną już machinę.
- Przecież na sam projekt gazoportu wydano już 26 mln złotych - wylicza. - A do tego jeszcze budowa falochronu. To kolejne miliony złotych.
PO robi wielkie oczy
Irena Kurszewska jest radną i szefową świnoujskiej Platformy Obywatelskiej. Wypowiedzią premiera Pawlaka jest zaskoczona. Jak mówi, wcześniej PSL nie sygnalizował żadnych wątpliwości co do budowy gazoportu w Świnoujściu. - Nie wiem, dlaczego teraz premier Waldemar Pawlak tak mówi - rozkłada ręce Irena Kurszewska.
Ale poseł PO Sławomir Nitras uspokaja. - Najważniejsze, że tego samego dnia premier Donald Tusk powiedział, że budujemy gazoport, decyzja nie została zmieniona. PGNiG, port oraz urząd morski realizują przyjęty harmonogram. W tej sprawie ważniejsze są fakty niż słowa. Nie widzę żadnego zagrożenia.
To cios dla miasta
Żadnych wątpliwości co do sensu wypowiedzi Waldemara Pawlaka nie ma natomiast prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz. - To nie chodziło o samą lokalizację - mówi. - On podważył budowę gazoportu w ogóle.
Zdaniem prezydenta, dla Świnoujścia oznacza to koniec marzeń o wielkim porcie. - Do gazoportu miały przybijać nie tylko wielkie tankowce. Miały być również nabrzeża do rozładunku innych wielkich statków, które w tej chwili nie mogą wpływać - mówi Janusz Żmurkiewicz. - Gazoport miał być głębokim portem zewnętrznym. Jego zdaniem, wypowiedź premiera podważa wszystkie dotychczasowe działania.
- To po co było wydawać miliony złotych, które już poszły na przygotowania do budowy gazoportu? - mówi prezydent Świnoujścia. - O ile jeszcze falochron można będzie wykorzystać, to co nam po projekcie samego gazoportu, skoro nie będziemy go budować?!
- Niektórym to pewnie na rękę taka wypowiedź premiera Pawlaka. Ale nie nam, którzy żyjemy z portu, gospodarki morskiej - mówi Jerzy Kalicki ze Świnoujścia. - Kurczą się przeładunki, a gazoport daje nam szansę na rozwój naszego portu. Poszerzenie skali usług, a tym samym pracę. Nie ma takiej możliwości, aby wszyscy świnoujścianie utrzymywali swoje rodziny z turystyki.
Robią swoje
Joanna Zakrzewska z Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa mówi, że nie ma zagrożenia dla gazoportu w Świnoujściu. - Jesteśmy zdeterminowani - podkreśla. - Mamy swój harmonogram prac i tego się trzymamy. Gazoport w Świnoujściu jest ekonomicznie opłacalny. W jednym z ostatnich wywiadów premier Tusk powiedział, że zarówno rurociąg przez kraje nadbałtyckie, jak i terminal gazu skroplonego są ekonomicznie uzasadnione. Dlatego jesteśmy spokojni.
Hanna Lachowska