Wiadomości
Imieniny:
Kacpra, Melchiora, Baltazara
Wtorek, 6 stycznia 2009 r.
Czytelnicy on-line: 168
Jak wytropić etat?
wtorek, 19. lutego 2008 , 00:37
Wszędzie mówią, że bezrobocie maleje, bo brakuje rąk do pracy. To wszystko bzdura. Gdy człowiek chce pracować, nie znajdzie żadnej oferty - tak uważa Krzysztof Segiet z Tarnowskich Gór.
Ma wykształcenie licencjackie z ekonomii, uprawnienia spawacza, jest mechanikiem i tzw. złotą rączką. Ma też 18-letni staż zawodowy. W styczniu i lutym tego roku aktywnie poszukiwał pracy. Jak ocenia, zgłosił się do około trzydziestu firm. Żadna nie była zainteresowana jego ofertą, chociaż upewniał się wcześniej, że w wielu miejscach poszukują pracowników. Nikt nie zaprosił go nawet na wstępną rozmowę.
Do połowy lutego pan Krzysztof był zatrudniony w Zakładzie Napraw i Utrzymania Taboru w Pyskowicach, który podlega Przedsiębiorstwu Transportu Kolejowego w Zabrzu. Niestety, firma rozwiązała z nim umowę.



- Gdy zwolniono mnie w Pyskowicach, postanowiłem złożyć papiery w Zabrzu, bo to jest odrębna jednostka tego samego przedsiębiorstwa. Wiedziałem, że szukają maszynistów. Chociaż byłem gotowy do szkoleń, podnoszenia lub zmiany kwalifikacji, niczego mi nie zaproponowano - mówi.
Wymienia nazwy konkretnych firm, w których pytał o pracę. - Mam kurs spawacza, więc zgłosiłem się do przedsiębiorstwa Alstom w Chorzowie. Od pracowników w dziale kadr dowiedziałem się, że potrzebni są pracownicy produkcyjni i spawacze. Ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Byłem też w firmie Zamet w Tarnowskich Górach. Kazali mi czekać dwa tygodnie na odpowiedź. Nie dostałem żadnej. Poszedłem do PKP Cargo w Katowicach. Złożyłem dokumenty i na tym się skończyło. Pojechałem do Sosnowca do spółki CTL Maczki-Bór, bo potrzebowali pomocników maszynisty. Tu także usłyszałem, że uzyskam odpowiedź po 14 dniach. W końcu zniecierpliwiony zabrałem stamtąd papiery. Nie rozumiem takiego zachowania. Jeśli rzeczywiście potrzebowaliby pracowników, nie odsyłaliby mnie z kwitkiem - mówi Krzysztof Segiet.
O pracę pytał też w Zakładach Naprawczych Lokomotyw Elektrycznych w Gliwicach. Ogłaszali się w prasie i internecie. Niedawno złożył dokumenty do kilku firm działających w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Gliwicach. Wciąż czeka na jakiś sygnał.
A co z urzędem pracy? Pan Krzysztof odpowiada, że w 2007 roku, gdy przez kilka miesięcy był bezrobotny, próbował znaleźć coś poprzez Powiatowy Urząd Pracy w Tarnowskich Górach. Dostał propozycję i pojechał do firm. W jednej dowiedział się, że oferta od tygodnia jest nieaktualna. W kolejnej też niczego nie załatwił. Nie miał skończonej Akademii Górniczo-Hutniczej, jak oczekiwał potencjalny pracodawca. Wcześniej nikt mu o tym warunku nie powiedział.
Pan Krzysztof jest gotowy do pracy i czeka na propozycje.
- Oczywiście, nie w każdej firmie, do której się zwrócę, mogę liczyć na zainteresowanie moim CV. Ale żeby na trzydzieści zakładów ani jeden nie odpowiedział? To zdumiewające - uważa.

żródło: Dziennik Zachodni 18.02.08
» Wstecz
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 
 
 
 
 SONDA
Jaki znasz język obcy?
angielski
francuski
hiszpański
niemiecki
rosyjski
włoski
inny
nie znam żadnego
 
Arsped Sp. z o. o. 2007 - Wszelkie prawa zastrzeżone