Milionowe fortuny, po pięć wypasionych bryk w stodole, wakacje na Seszelach, Kanarach i Karaibach... Tak żyje się pod Strykowem. Fabryki, magazyny i centra logistyczne rosną tu jak grzyby po deszczu, a za hektar ziemi sprzedanej pod budowę rolnik dostaje grubo ponad milion złotych w gotówce.
Jedni liczą miliony, drudzy liczą na więcej
- Pani sołtys nie ma, opala się w ciepłych krajach. Wróci za dwa tygodnie - słyszymy, poszukując kogoś, kto rządzi w podstrykowskich Smolicach. To ponoć najbogatsza wieś w Polsce. Domy przypominają wille nowobogackich biznesmenów, dawne stodoły pozamieniane zostały na garaże. W nich hondy, toyoty, audi. Tuż za wsią widać rosnące hale największej w Europie fabryki tektury falistej.
- Nie ma tu takiego, co nie zarobiłby na tych wszystkich Niemcach, Szwedach, Amerykanach i innych - twierdzi Marian Jędrzejczak ze Smolic. - Niektórzy zrobili tu fortuny, sprzedali ziemię za siedem, osiem milionów złotych. A inni skromniej - milion, półtora, zależy, jak kto miał usytuowane pole. Gospodarką praktycznie nie zajmuje się tu już nikt.
Ziemia pod Strykowem drożeje z dnia na dzień. Za pierwsze hektary pod autostradę i hale magazynowe płacono rolnikom po 23 złote za metr kwadratowy. Potem było 43, 60, 90, a teraz doszło już do 120 zł. Nawet za takie astronomiczne pieniądze nie wszyscy są skłonni sprzedać grunt. Są rolnicy, którzy liczą na jeszcze wyższe stawki. - Poczekamy, zobaczymy - mówią filozoficznie chłopi przed sklepem GS-u. Nieco mniejsze fortuny zbili mieszkańcy Sosnowca.
- Wykupili nas praktycznie do ogrodzeń domów, płacąc niewiele ponad 20 złotych za metr - mówi Czesław Głowacki. - Teraz mamy hale pod samymi oknami, w dodatku usypali nam kilkumetrowy wał ziemny, przez który świata nie widać. Podobno przeciwpożarowy. Niech ich wszystkich szlag trafi!
Bezrobotnego ze świecą szukać
W Strykowie nikt nie ma problemów ze znalezieniem posady. Na każdym słupie ogłoszeniowym wiszą wielkie, krzyczące kolorami plakaty: Praca! Kto chce pracować, może przebierać w ofertach jak w ulęgałkach. Ludzi potrzeba tylu, że setki osób codziennie dojeżdża tutaj z Łodzi i Zgierza. Przed drugą zmianą o godzinie 14 pod hale podjeżdżają dwa wypełnione po brzegi autobusy linii 60. Wysypują się z nich pracownicy firm usytuowanych w Parku Przemysłowym Tulipan. Oprócz tego podjeżdża jeszcze kilka autobusów zakładowych i kilkadziesiąt prywatnych aut.
- To dobra praca i dobre zarobki - udaje nam się na chwilę zatrzymać Krzysztofa Stopczyńskiego. - Jestem operatorem wózka widłowego w firmie Sonoco. Niedawno były podwyżki, zarabiam teraz 2.300 złotych. Dobrze nas też traktują; ja w każdym razie nie mam powodów do narzekań.
Na koniec stycznia 2007 roku w Powiatowym Urzędzie Pracy w Zgierzu zarejestrowanych było 879 bezrobotnych mieszkańców miasta i gminy Stryków, a teraz - 706 osób. Na listach PUP pozostali ci, którzy pracować nie chcą albo niczego nie potrafią.
Miasto dostaje zadyszki
Zadowoleni są także ci mieszkańcy Strykowa, którzy co prawda nie są zatrudnieni w oplatających miasto firmach, ale za to korzystają z coraz większych wpływów do budżetu.
- Mieszkańcy nie płacą za wywóz śmieci, niemal wszyscy mają w domu wodę i kanalizację - mówi burmistrz Andrzej Jankowski. Od kiedy wiadomo, że pod Strykowem przetną się autostrady A1 i A2, miasto zaczęło rozwijać się w niespotykanym dotąd tempie. Kolejnych inwestorów przyciąga nie tylko położenie w pobliżu węzła komunikacyjnego, ale też fakt, że gmina posiada plany zagospodarowania przestrzennego, w których ujęte są tereny inwestycyjne.
Hale, magazyny i fabryki zajmują w okolicach Strykowa ponad 350 hektarów. Amerykańska firma Panatoni w tym roku zakończy pierwszy etap budowy magazynów do wynajęcia w Sosnowcu. Kolejny inwestor - spółka Prowel z Niemiec - rozpoczął w Smolicach, w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, budowę fabryki tektury falistej. Ma być gotowa pod koniec roku.
Dzięki boomowi inwestycyjnemu do Strykowa wprowadza się coraz więcej nowych mieszkańców. W ubiegłym roku przybyło ich prawie tysiąc.Tak szybki rozwój powoduje też zadyszkę. W mieście zaczyna brakować wolnych kwater, stołówek, miejsc dla dzieci w przedszkolach i szkołach. Jak na razie, rzeka podatków płynących do gminy od dużych firm wydawana jest w większości na poprawę miejskiej infrastruktury. Przeprowadzono gruntowne remonty w szkołach, centrum miasta zostało wyłożone kostką brukową, a na przystankach autobusowych postawiono nowe szklane wiaty.
Nie brakuje jednak i takich, którzy przeklinają autostrady, niekończące się korki i hałas setek tirów, dzień i noc przewalających się przez miasto. Po dawnym cichym Strykowie nie ma już śladu...