W ostatnich tygodniach przez media przetacza się dyskusja o sensowności otwierania lotniska w Babich Dołach dla cywilnego ruchu pasażerskiego. Władze gmin Gdynia i Kosakowo powołały już spółkę specjalnego przeznaczenia i starają się pozyskać finansowanie dla projektu.
Głosy krytyczne odzywają się szczególnie z Portu Lotniczego Trójmiasto w Gdańsku. Moim zdaniem, są one niesłuszne. W Trójmieście działają dwa porty morskie i oba mają swoje miejsce. Gdynia od lat siedemdziesiątych była portem kontenerowym, a jednak w ostatnim czasie powstał nowy terminal kontenerowy w Gdańsku. Rynek kontenerowy rośnie w podobnie szybkim tempie jak przewozów lotniczych.
Czy słychać było głosy protestu z Gdyni, której dominująca pozycja (85 procent rynku polskiego) może zostać zagrożona? Nie przypominam sobie. Przeciwnie - od początku mówimy, że tanio skóry nie sprzedamy ale tak naprawdę dla wszystkich starczy miejsca: podzielimy się wzrostem rynku. Zarówno my w Gdyni, jak i władze Portu Gdańsk wiemy doskonale, że taka konkurencja spowoduje wzrost jakości usług, a co za tym idzie poprawę konkurencyjności obu portów i zysk dla regionu. Lotnisko w Gdyni, choć zapewne nie będzie przewozić 10 mln pasażerów rocznie, również znajdzie swoje miejsce i poprawi konkurencyjność regionu. Chciałbym przytoczyć kilka istotnych argumentów, które głośno nie padają.
Lotnisko Babie Doły położone jest w odległości 5 km od Portu Gdynia i jest z nim doskonale skomunikowane. W porcie funkcjonują już dwa terminale kontenerowe. Powstanie niedługo nowoczesny Terminal Promowy i Centrum Logistyczne. Stwarza to unikatowe możliwości dla firm z branży logistycznej umiejscowienia tu swoich centrów dystrybucyjnych łączących przewozy morskie i lotnicze. To z kolei wygeneruje ruch towarów drogą lotniczą. Trudno przeliczyć to na pasażerów portu lotniczego? Oto kolejny argument.
Bałtyk staje się w ostatnich latach coraz ciekawszym i jednym z najszybciej rozwijających się rynków statków wycieczkowych - "cruiserów". W największym bałtyckim porcie wycieczkowym, Kopenhadze, w roku 2008 spodziewane jest ponad 310 zawinięć statków. Kopenhaga, obok Helsinek, Sztokholmu i Sankt Petersburga, jest tzw. turn around port - to stąd turyści zaczynają i tutaj zwykle kończą swoje wycieczki po Bałtyku i fiordach norweskich.
Warto przyjrzeć się lokalnemu, polskiemu rynkowi. Turystyka na statkach wycieczkowych nie jest jeszcze zbyt popularna wśród polskich klientów. Istnieje jednak rosnące zainteresowanie odwiedzaniem naszych miast i portów. Gdyński port, szczycący się w ostatnim roku zawinięciami największych na świecie statków, posiadający najkorzystniejsze warunki nawigacyjne i infrastrukturalne - choć sam w sobie nie jest celem podróży turystów, jest obecnie krajowym liderem - w roku 2008 planuje przyjąć ponad 90 statków. Zyski dla regionu z odwiedzin turystów na wycieczkowcach są ogromne i często niedoceniane. Szacuje się, że ponad 100 tysięcy zagranicznych turystów "cruiserowych" zostawia w regionie ponad 10 mln euro rocznie! Miasto Gdynia oraz Zarząd Portu starają się zabiegać o nowe zawinięcia statków poprzez aktywność marketingową i udział w międzynarodowych sieciach współpracy. W przekonywaniu do odwiedzania polskich portów i przyciąganiu nowych zawinięć statków ogromne znaczenie mają touroperatorzy, którzy pozostają w stałym kontakcie z armatorami i przygotowują atrakcje dla turystów, takie jak zwiedzanie gdańskich zabytków czy zamku w Malborku. Pomocne mogą tu być w przyszłości środki unijne przeznaczone na promocję gospodarczą regionu.
Szansą dla rozwoju rynku statków wycieczkowych może być w najbliższych latach właśnie otwarcie dla ruchu turystycznego lotniska w Babich Dołach. Przy koniecznym rozwoju bazy hotelowej i aktywności portu, miasta i branży turystycznej, może to pozwolić na stworzenie oferty rozpoczynania i kończenia wycieczek również w Gdyni. To z kolei powinno wygenerować spory ruch na nowym lotnisku. Jeden statek wycieczkowy zabiera średnio 1100 turystów. Największe na świecie statki, które również odwiedzają Gdynię - ponad 3000. Nietrudno sobie wyobrazić, że z lotniska tylko w tym celu skorzystać może rocznie 100 tysięcy pasażerów. Jeśli dodamy do tego połączenia tanich linii lotniczych, ruch towarowy i wreszcie obsługę rynku lokalnego na północ od Sopotu - okaże się, że lotnisko będzie miało głęboki sens. Pomysł stworzenia w Gdyni tzw. turn around port może wydawać się dziś nazbyt śmiały, ale kto spodziewał się pięć lat temu, że do Gdyni zawijać będzie "Navigator of the Seas"?