Za szkody powstałe w wyniku stłuczki kierowcy bielskiego Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego muszą płacić sami. Zakład nie ma ubezpieczenia AC (autocasco), a według kodeksu pracy za szkody powstałe na rzecz pracodawcy kierowcy mogą stracić nawet trzykrotność swojej pensji.
- Bielsko jest trudnym miastem do jazdy. Jest ciasno, drogi są wąskie. O stłuczkę nie jest trudno - mówią kierowcy.
Jerzy Zeman, przewodniczący zakładowej Solidarności w MZK przyznaje, że związkowcy próbowali zaradzić sytuacji. Ale z zapisem w kodeksie pracy nie wygrali.
- Każdy sąd przyzna pracodawcy rację - mówi Zeman. - Dlatego w ramach zapomogi losowej stworzyliśmy fundusz, który pomaga w takich przypadkach - wyjaśnia.
Kierowcy, którzy spowodowali kolizję i zostaną obarczeni pokryciem szkód, mogą liczyć na pomoc w wysokości 3 tys. złotych. Zeman podkreśla, że świadomość jazdy bez AC może wpływać stresująco na kierowcę. - Każdy idąc do pracy musi się z liczyć z taką sytuacją - nie ukrywa.
Mirosław Hodurek z bielskiego MZK jest najlepszym polskim kierowcą autobusów - w kwietniu wygrał ogólnopolski konkurs o puchar Prezesa Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej. Przyznaje, że czasem wystarczy chwila nieuwagi, by na karoserii pojawiła się rysa lub wgniecenie.
- Wiem, że skoro wygrałem konkurs, muszę szczególnie się pilnować. Ostatnio jechałem przegubowcem. Podczas zakrętu traci się naczepę z pola widzenia. Trzeba więc tak manewrować, by o nic nie zawadzić - tłumaczy. I dodaje, że wsiadając za kierownicę nie myśli o braku autocasco.
- Każdym autobusem staram się jeździć jak najbezpieczniej i jak najlepiej - podkreśla Hodurek.
Inni kierowcy zwracają jednak uwagę na sytuacje, w której autobus wjeżdża w źle zaparkowany samochód.
- Policja czy straż miejska nie patrzą, że auto jest zaparkowany w miejscu, w którym nie powinno stać. Od razu idą do kierowcy autobusu. I wtedy mamy kłopoty - mówi kierowca z 4-letnim stażem.
- To fakt, nie mamy autocasco - mówi Krzysztof Knapik, dyrektor bielskiego MZK. - Musimy dbać o bezpieczeństwo pasażerów i innych uczestników ruchu. Kiedy kierowca wie, że za szkody będzie musiał płacić sam, jeździ ostrożniej i bardziej odpowiedzialnie - przekonuje. Wylicza, że AC dla MZK jest nieopłacalne: rocznie trzeba wydać 500-600 tys. zł, a odzyskuje się kilka procent.
Jerzy Zeman przyznaje, że w ubiegłym roku z kasy funduszu wypłacono 13 tys. złotych dla kierowców, którzy musieli pokryć szkody.