Szok cenowy ogarnął podstępnie całe miasto. Identyczne podwyżki wprowadziły tej samej nocy wszystkie krakowskie sieci taksówek. UOKiK sprawdzi, czy nie doszło do zmowy cenowej.
Było to możliwe dzięki uwolnieniu cen, które weszło w życie 1 stycznia. W myśl rozporządzenia Rady Miasta Krakowa przywrócone zostały strefy, co powoduje, że poza pierwszą z nich taksometry mogą naliczać opłatę nawet według trzeciej taryfy (4,60 zł/km) zamiast pierwszej (2,30 zł/km), a w nocy jeździć non stop na najwyższej - pisze "Gazeta Kraków".
Krakowscy taksówkarze zgodnie przyznają, że podwyżki nie ominęły żadnej z kilkunastu sieci.
- Każdy chce zarobić. A że dotąd hamowały nas przepisy, to sobie teraz odbijamy - wyznaje z rozbrajającą szczerością kierowca sieci Barbakan.
Podkreśla, że choć jazda taksówką stała się o kilka złotych droższa, podwyżki są dla klientów ledwo zauważalne. - To nie żadna zmowa cenowa - zarzekają się właściciele największych sieci.
Nie potrafią jednak wytłumaczyć, skąd niemal wszyscy taksówkarze w Krakowie wpadli jednej nocy na pomysł, aby za "trzaśnięcie drzwiami" kasować o dwa złote drożej, a za godzinę postoju w oczekiwaniu na klienta brać aż 35 zamiast dotychczasowych 28 zł.
Podejrzeniami o zmowę cenową zainteresował się już Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego urzędnicy mają sprawdzić, czy nie doszło do tajnego porozumienia szefów krakowskich korporacji.
Kontrole mają też poparcie polityków. Jerzy Woźniakiewicz, przewodniczący komisji praworządności w radzie miasta uważa, że powinny one objąć wszystkie jeżdżące po Krakowie sieci.
- Skierowałem interpelację do prezydenta Majchrowskiego - pytam, skąd te masowe i jednakowe podwyżki oraz czego mają spodziewać się konsumenci - mówi Woźniakiewicz.
Ceny za przejazdy taksówkami w Krakowie należą do wysokich, choć nie najwyższych w Polsce.