Wiadomości
Imieniny:
Artura, Rajmunda, Seweryny
Czwartek, 8 stycznia 2009 r.
Czytelnicy on-line: 147
Bomby na kołach
piątek, 21. grudnia 2007 , 00:33
Prawo nie wymaga, by zgłoszenie przewozu materiałów niebezpiecznych było w jakikolwiek sposób odnotowane w dokumentach pojazdu.
- Jeżeli podczas kontroli na drodze sprawdzimy to telefonicznie, i okaże się, że zgłoszenia nie było, nie mamy na to żadnej sankcji. Gdy pojazd będzie w porządku od strony technicznej, a w pozostałych dokumentach nie ma uchybień, kierowca pojedzie w dalszą drogę - nie ukrywa Dariusz Winiarczyk, zastępca wojewódzkiego inspektora transportu drogowego w Katowicach.
Żadna instytucja, czy to samorządu, czy administracji rządowej, nie ma wiedzy, jakie niebezpieczne materiały są w danej chwili przewożone po ulicach miast.
Inspekcja Transportu Drogowego budzi wśród szoferów prawdziwy postrach, jej inspektorzy są świetnie wyszkoleni, mają bezpośredni dostęp do sieci elektronicznej, na miejscu są w stanie sprawdzić niemal wszystko. Jeżeli nawet oni nie dysponują przysłowiowym "batem" na łamiących przepisy, kto pozostaje? Nadkomisarz Włodzimierz Mogiła ze śląskiej drogówki twierdzi, że kierowcy przewożący groźne materiały muszą legitymować się przeszkoleniem ADR, pojazdy zaś muszą być odpowiednio oznakowane. O wyeliminowaniu z ruchu niebezpiecznego pojazdu decyduje przypadek.
- W czerwcu w Spytkowicach w Małopolsce inspektorzy zauważyli wyciek nieznanej substancji pod samochodem - opowiada Alvin Gajadhur, rzecznik ITD. - Okazało się, że za prawidłowo opisanym w dokumentach ładunkiem ukryte były kanistry ze żrącym płynem. Jeden z nich przewrócił się. Materiał ten nie był nigdzie zgłoszony. Inspektorzy trafili do szpitala z objawami zatrucia, całe zdarzenie likwidowało kilka jednostek straży pożarnej.
Stanisław Słyż, szef Wydziału Zarządzania Kryzysowego częstochowskiego magistratu, rozkłada bezradnie ręce. Przewoźnik ma obowiązek zgłosić przewóz niebezpiecznych materiałów policji, straży pożarnej, ale te instytucje nie muszą przesłać tych informacji administracji miast, gmin. Dlatego miasto nie ma zielonego pojęcia, jakie bomby z odbezpieczonym zapalnikiem pędzą na kołach tranzytowymi szosami. A przecież w Częstochowie przecina się kilka bardzo uczęszczanych szlaków z kierunku Opola, Kłodzka, Sieradza, Łodzi, Kielc, o Warszawie i Katowicach już nie wspominając.
- Staramy się współpracować z policją, kierujemy takie samochody na trasy objazdowe, kiedy rzecz jasna w ogóle o nich wiemy. Niestety o współpracy z instytucjami wojewódzkimi trudno mówić. Odmówiono nam nawet, kiedy proponowaliśmy wyłączenie tras przewozu substancji niebezpiecznych przez Częstochowę w okresie pielgrzymki papieża do Polski - dodaje płk. Słyż.
Wystarczy obserwować pojazdy mknące "jedynką" w Częstochowie, by co kilkadziesiąt sekund spostrzec wielkie cysterny, najczęściej nieoznakowane. Równie dobrze mogą wieźć olej i groźne chemikalia. Pojemniki mogą znajdować się też na zwykłym tirze pod plandeką. Przejeżdżają w odległości kilkudziesięciu metrów od mieszkaniowych osiedli.
Przepisy o cysternach
Materiały niebezpieczne wolno przewozić tylko zgodnie z przepisami ADR, umowy europejskiej, którą ratyfikowała też Polska.
Przepisy wymagają, aby przewoźnik zgłosił komendantowi wojewódzkiemu policji oraz straży pożarnej przewóz takich materiałów.
Ilość niebezpiecznego towaru nie przesądza o zagrożeniu. Wybuch skrzynki korków do pistoletów, sprzedawanych niegdyś na odpustach, jest w stanie kompletnie zniszczyć samochód ciężarowy i jego otoczenie na odległość kilkunastu metrów.



żródło: Dziennik Zachodni 20.12.07
» Wstecz
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 
 
 
 
 SONDA
Jaki znasz język obcy?
angielski
francuski
hiszpański
niemiecki
rosyjski
włoski
inny
nie znam żadnego
 
Arsped Sp. z o. o. 2007 - Wszelkie prawa zastrzeżone