W naszym środowisku, ludzi z szeroko rozumianej branży TSL są różne postaci, oprócz pasji zawodowych mają i swoje osobiste. Jedni pływają, jeżdżą konno, ścigają się na motocyklach i samochodach, jeszcze inni latają na motolotniach, szybowcach i ultralekkich samolotach.
Są i tacy, którzy kolekcjonują stare samochody, obrazy, kufle i różnego rodzaju starocie. Jeszcze inni mogą pochwalić się kolekcją książek, płyt CD bądź DVD.
Ale nie brakuje i takich, którzy nade wszystko przedkładają ciekawość świata i poznawanie nowych regionów. Do takich ludzi należy autor relacji „Moja wyprawa na Elbrus”. Roman Odolczyk, bo nim mowa, na co dzień pracuje w firmie Rusak Business Services (od 1990 r.) i zajmuje się spedycją lotniczą w biurze na Okęciu. Żonaty, ma dwoje dzieci - dorosłego syna i 9.letnią córkę. Oprócz gór jego pasją są Mazury i tamtejsze jeziora. Lubi dobrą muzykę i teatr.
Ale jego życiową pasją są góry. Zaczynał, jak większość alpinistów od rodzimych Tatr. Elbrus był jego idee fix. I co? Jak ktoś bardzo chce, to doprowadzi swój zamiar do końca i zrealizuje swoje marzenie.
Po wyprawie na Elbrus pozostały zdjęcia, wspomnienia i niezapomniane przeżycia. Teraz Roman Odolczyk postanowił podzielić się z nami, czytelnikami portalu swoimi wrażeniami z tej wyprawy.
W trzech etapach opisuje dojazd „pod górę”, jej zdobywanie i powrót.
Opowieść ta i jej autor, nie pretendują do jakichkolwiek laurów, ani literackich, ani też „wejścia roku”. Ale przez swoją autentyczność zasługują na Państwa uwagę. Gorąco polecamy, warto przeczytać i spojrzeć na zdjęcia autora, które układają się w swojego rodzaju fotoreportaż.
W świąteczne wieczory mamy więcej czasu i łatwiej nam będzie go znaleźć na ciekawą lekturę.
Miłej lektury
Grzegorz Jabłoński
Reportażem tym rozpoczynamy nowy cykl publikacji. Jeśli przeżyłeś ciekawą przygodę, masz swoją pasję i chcesz się nią podzielić z innymi zapraszamy do współpracy. Nasze łamy są otwarte dla wszystkich ciekawych życia i świata.