Stały na niestrzeżonych, leśnych parkingach. Wystarczyło, że kierowca na chwilę wychodził za potrzebą, a już tiry wypełnione towarem stawały się cennym, wartym setki tysięcy złotych łupem – czytamy w internetowym wydaniu Dziennika Bałtyckiego.
W ostatnim tygodniu funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, we współpracy z policjantami z Gdyni, Bydgoszczy i Poznania, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, zajmującą się kradzieżami wozów na terenie całej Polski i Niemiec. Udało się zatrzymać sześciu złodziei i odzyskać ciągniki siodłowe warte ponad 680 tys. złotych.
Gang działał od grudnia 2007 roku. "Wysłannicy" jeździli po Polsce i wschodnich Niemczech, wypatrując pozostawionych na parkingach samochodów z towarem. Szefem grupy, składającej się z mężczyzn w wieku od 25 do 53 lat, był pewien obrotny 41-latek. Wraz z kompanami wpadł on w zasadzkę, zorganizowaną w miejscowości Rychwały w Wielkopolsce. Policjanci wcześniej ustalili, że właśnie tam ukryto skradziony ciągnik siodłowy wart 220 tys. zł. Kiedy pod dziuplę podjechał opel astra, do akcji przystąpili uzbrojeni funkcjonariusze. W samochodzie, którym poruszali się złodzieje, znaleziono m.in. łamaki do pokonywania zabezpieczeń w samochodach oraz rzeczy pochodzące ze skradzionego auta.
Policjanci podejrzewają, że zatrzymani mężczyźni mają na sumieniu co najmniej kilkanaście innych przestępstw. Nie łączą ich jednak z opisywaną przez naszą gazetę w marcu br. plagą kradzieży pojazdów ciężarowych i maszyn budowlanych z budowy autostrady A-1.
- Członkowie szajki, zatrzymanej w ostatnim tygodniu, "specjalizowali się" w kradzieży tirów - mówi Błażej Bąkiewicz z Zespołu Prasowego KWP w Gdańsku. - Jedno jest pewne - ta sprawa należy do rozwojowych.
Za kradzież z włamaniem grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności, a za udział w zorganizowanej grupie przestępczej - do trzech lat. Za kierowanie gangiem można pójść do więzienia nawet na 8 lat.
Źródło: Polska/Dziennik Bałtycki