|
| Kto handluje, ten żyje... |
|
| wtorek, 16. luty 2010 , 10:29 |
|
|

Mrówki to nie tylko polska specjalność
Aby wjechać do Rosji, czeka się w kolejce przez 2 dni. Po drugiej stronie granicy, w Narwie, benzyna jest znacznie tańsza. To duża pokusa dla ludzi, którzy chcą zarobić trochę pieniędzy. Tylko 5% cierpliwie stojących w tej kolejce to turyści czy ludzie wybierający się do Rosji w interesach.
Nie to nie jest opis sytuacji na granicy polskiej z obwodem kaliningradzkim. Tak wygląda drobny, przygraniczny handel z pogranicza estońsko-rosyjskiego – przedstawiony przez estoński, największy dziennik Postimees.
Fakt takiego zjawiska potwierdza, zresztą cytowany przez gazetę - Vladimir Mižua, dyrektor narwiańskiego towarzystwa Transservis-N zarządzającego tranzytem przez granicę. Jego zdaniem, cała reszta podąża do Iwanowgrodu, rosyjskiego miasta granicznego – gdzie stacji benzynowych namnożyło się niczym grzybów po deszczu – by jak najszybciej być z powrotem w Narwie.
Główna przyczyna tych wędrówek to wzrost bezrobocia w Estonii. W Rosji benzyna jest prawie dwa razy tańsza niż tam. Co więcej, najłatwiej przekraczają granicę posiadacze tzw. szarego paszportu (przysługującego osobom rosyjskojęzycznym, mieszkającym w Estonii, ale niemającym tamtejszego obywatelstwa), którzy nie muszą mieć wizy. Przedtem wielu narwiańczyków żyło z handlu papierosami, które kupowało się w Rosji. Dzisiaj stało się to trudniejsze, bo od ostatniego lipca jedna osoba może wwieźć do Estonii tylko dwie paczki.
W Narwie krąży coraz więcej taksówkarzy, którzy jeżdżą na rosyjskiej benzynie i biorą nie więcej niż 20–25 koron (około 1,5 euro) za kurs. „Sporo młodych ludzi powróciło z Finlandii czy Szwecji, bo w tych krajach nie ma już dla nich pracy. A że nie ma jej również tutaj, siadają za kierownicami taksówek” – tłumaczy Mižua.
Nie chcesz czekać, zapisz się na listę
Jeden z tych kierowców, nazywanych tu „benzwozami”, bezrobotny czterdziestotrzyletni mężczyzna, zdradza, że „teraz przemyt benzyny rosyjskiej to tego samego rodzaju biznes, co przerzut papierosów. Wielu się tym zajmuje. Na pełnym baku zarabiają za jednym razem 500 do 700 koron (33–46 euro)”. Opowiada, że przy sześciu godzinach jazdy w obie strony i dwóch dniach oczekiwania w kolejce nie można zrobić więcej niż 10 takich kursów miesięcznie.
„Gdy wracam z Iwanowgrodu, szybko robię w tył zwrot, by znowu ustawić się w kolejce. W dobrych miesiącach mogę w ten sposób zarobić 3 do 4 tysięcy koron, czyli 200 do 266 euro”. Powstał cały system przydziału numerków w kolejce, obejmujący dwa sposoby przekraczania granicy. Sposób szybki, praktykowany przez tych, którzy jadą dalej niż do Iwanowgrodu, wymaga zapłacenia 300 koron (20 euro) na 2–3 dni przed wyjazdem. Taki numerek gwarantuje przekroczenie granicy o określonej godzinie.
„Benzwozów” na to nie stać, ale mogą czekać w kolejce u siebie, na miejscu.
Pobierają w Transservisie bilet z rejestracją ich samochodu i miejscem w ogonku. Przesuwanie się tego ogonka obserwują na ekranie komputera i gdy przychodzi ich czas wyruszają w drogę. Boją się jednak, że wszystko to nie będzie trwało zbyt długo. „Rząd może w każdej chwili położyć kres tej praktyce, podobnie jak było z papierosami. Jeśli transport benzyny zostanie ograniczony, zacznie się szerzyć przestępczość. Tak się zwykle dzieje, gdy nie ma pieniędzy”.
źródło: |
|
|
|
|
Dodaj Komentarz (rozwiń)  |
|
|
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
|
|
|
|
|
|  |
|