Warto przeczytać
Od jakiegoś czasu sporo firm podjęło starania, aby uzyskać status "upoważnionego podmiotu gospodarczego" tzw. AEO. Poświęciliśmy i my w portalu, wiele uwagi temu tematowi, informując o kolejnych wersjach programu, wytycznych, projektach pilotażowych et cetera.
Dlatego z uwagą przeczytałem kolejny felieton „
Pułapki prawa” -
dr Józefa Okulewicza na ten temat. Przyrównuje w nim certyfikat AEO – do kupowanego herbu, uprawniającego do globalnej wymiany handlowej. I tak jak wtedy – „
każdy powinien go mieć”.
Zdaniem autora –„
wbrew intencjom władz posiadanie certyfikatu nie ułatwi formalności na granicach. Warunkiem bowiem ich uproszczenia jest konieczność sprawdzania skuteczności procedur zapewniających bezpieczeństwo, jakie wdrożyły przedsiębiorstwa. Nie może to jednak sprowadzać się do wyrywkowego sprawdzania towarów na granicy, lecz powinno obejmować sprawdzanie tych procedur u posiadacza certyfikatu”
Wprawdzie trudno już dziś przesądzać, na ile te nowe rozwiązanie się przyjmą, i czy faktycznie będzie to swojego rodzaju uprzywilejowaniem w obrocie gospodarczym z zagranicą, ale warto zapoznać się z opinią naszego autora.
Bowiem jego zdaniem AEO -
nie jest tradycyjnym certyfikatem funkcjonalnym (jak np. dyplom ukończenia szkoły) czy procesowym (jak np. ISOxxxx). To nowatorski certyfikat relacyjny, z czym nie mieliśmy do tej pory do czynienia. Nie ma zatem doświadczeń odnośnie skutków jakie może przynieść – ani dobrych ani złych.
Kto zaś go będzie mógł mieć i po co – to już inna historia – kończy swój felieton dr Okulewicz.
Czytaj cały artykuł