Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że proste pozornie równanie 2+2=4 jest składnikiem fundamentu gmachu, którego surowości praw trudno porównać z czymkolwiek innym. Tej prostej formuły nie sposób bowiem podważyć bez narażenia się na co najmniej śmieszność.
Oczywiście każdy się zetknął ze znana próbą odpowiedzi na pytanie „Ile jest 2+2?” – „A ile ma być?”
Wiadomo jednak, że tylko ludzie mogą sobie pozwolić na eksperymenty podważające tę prostą formułę.
Na szczurach już by się nie udało.
Za to można bezkarnie przyjąć, że 2+3=5. W postaci bardziej naukowej też jest prawdą, że 21+31=51, a nawet 20+30=50. Ale już 22+32 nie jest równe 52, gdyż 52=32+42. Znając i szanując te prawa można się nawet dobrze bawić.
Taką zabawę uprawiał urzędnik miejski Pierre de Fermat (1601-1665), który zawodowym matematykom wysyłał w listach rozmaite zagadki. Przypomniał o tym J.K. Wróblewski w artykule „Prawnik z Tuluzy”, Wiedza i Życie, luty 2008.
Największą zagadkę Fermat zapisał na marginesie książki „Arithmetica” autorstwaDiofantosa (200/214-284/298). Było to sławne twierdzenie, że tylko co najwyżej kwadrat liczby naturalnej można rozłożyć na sumę dwóch innych liczb naturalnych w tej samej potędze. Twierdzenie pozostawił bez dowodu, bo choć jego zdaniem był zadziwiający, to nie zmieściłby się na marginesie tej samej książki.
Z miejscem na zapisanie czegoś mogą być nieraz problemy.
Gdy kiedyś ktoś w restauracji, aby obrazić znanego pisarza i zarazem skandalistę Trumana Capote (1924-1984) poprosił go o złożenie autografu na swoim wyciągniętym organie,
ten ze spokojem odpowiedział „Nie zmieści się”.
Do poważnej historii przeszły notatki pewnego prawnika, które zapisał na marginesie pewnej filozoficznej książki. Gdyby się nie zmieściły to może inaczej potoczyłyby się losy nie tylko wielkiego państwa ale i całego świata.
Ten ówczesny brak miejsca spowodował, że od roku 1670 przez kolejne lata rzesze matematyków próbowały powtórzyć ten dowód. Bowiem w tym gmachu liczy się tylko to co ma dowód, który każdy może powtórzyć we własnym zakresie. Tu zaś było proste z pozoru twierdzenie, którego prawdziwość dowiódł dopiero Andrew John Wiles w roku 1994 na 200 stronicach A4. Takie są reguły zabawy w świecie ścisłych praw matematyki.
Nie oznacza to, że przez ten czas świat z zapartym tchem wyczekiwał na ten dowód. Jeśli ktoś nie nakładał sobie ograniczenia na dziedzinę rozwiązania, to bez trudu uzyskiwał rozwiązanie. Był tylko jeden warunek. Trzeba było podjąć decyzję, z jaką dokładnością wynik ma być dostarczony.
Jeśli komuś odpowiadało zero miejsc dziesiętnych to godził się, że 54=44+44 ale z błędem 113. Jeśli zażyczył sobie jedno miejsce, to otrzymywał równanie: 5,04=4,04+4,44 z błędem -5,8. Itd.
Na tym przykładzie „Wielkiego Twierdzenie Fermata” można dostrzec naturę nauki. To nie tylko w stałej Pi liczba cyfr dziesiętnych zależy jedynie od woli tego, kto z niej korzysta. To również cała nauka – z matematyką włącznie – jest postawiona na fundamencie woli człowieka. Gdy czasem zadajemy sobie bardziej ogólne pytanie o granice nauki przy rozwiązywaniu współczesnych problemów, to nasuwa się jedna odpowiedź. Są takie, jakie sami sobie postawimy.
Jeśli stajemy przed nierozwiązywalnym przez lata problemem, to trzeba się zastanowić czy rozwiązanie jest niemożliwe, bo takie są nieprzekraczalne prawa nauki, czy może odpowiednio ustawiliśmy sobie te granice, by w ich ramach była ona bezradna.
Od lat odmawia się logistyce prawa do bycia nauką. Faktycznie w zakresie, jaki jej udostępniano, pozostawała zbiorem pomysłów i metod zaczerpniętych z innych nauk. Ona zaś broni się przed takim ograniczeniem w ten sposób, że nie daje się zdefiniować w narzuconych jej ramach.
Doświadczył tego każdy zajmujący się logistyką w praktyce. Zawsze przy projektowaniu systemu logistycznego – niezależnie od tego czy jest on tworzony dla gotowego wyrobu, czy też wyrób dopasowuje się do gotowego systemu – jest ten moment wyznaczenia granicy, poza którą czegoś już się nie robi z rozmaitych powodów. Skutkuje to tym, że odbiorca tego czegoś nie otrzymuje, z korzyścią dla siebie bądź nie.
Ponieważ ta granica nie wynika z logistyki i każdy musi ją postawić sam w konkretnym przypadku, więc po cóż definicja, która nie zawierałaby tego najważniejszego elementu. Pozostaje pogodzić się z tym, że przedmiotem logistyki jest wszystko, co dotyczy dostarczania dóbr.
Jednak dla oficjalnego zaakceptowania takiej nauki potrzebna jest jeszcze specyficzna metodologia, której nie byłoby w innych naukach. Tu akurat szczęśliwie się złożyło, że dotychczasowe nauki skrywały ten swój fundament, jakim jest wola człowieka. To daje gwarancję, że wypracowane dotąd metodologie nie będą przydatne dla szeroko rozumianej logistyki i łatwo będzie można opracować jej swoistą metodologię.
Cóż bowiem po takiej metodologii, która na 300 lat wiąże myśli swych użytkowników na problemie wynikającym z przyjęcia zerowej liczby miejsc dziesiętnych ? Może nie wszyscy tym sobie łamali głowę, ale wszyscy byli pod presją bezradności obranej przez siebie dyscypliny naukowego działania.
W świecie logistyki taka metodologia, która uniemożliwiałaby – z jakiegokolwiek powodu – dostarczenie określonego dobra musiałaby być odrzucona. Aby jednak nie stawiać przed logistykami na co dzień pytania o aktualne ograniczenia logistyki – wynikające choćby z przyjętej definicji – metodologia logistyczna musiałaby uniemożliwiać stawianie nieprzekraczalnych granic. Dlatego pierwszym przejawem jej stosowania jest odrzucenie wszelkich definicji logistyki.
Każdy oczywiście może na własny użytek zdefiniować logistykę w dowolny sposób. Będzie to jego własna definicja dla działań, które aktualnie wykonuje. Jednak faktycznym sprawdzianem tego, czy to co robi jest logistyką, nie będzie zgodność z definicją przyjętą przez niego jako dostawcę, ale dopiero decyzja odbiorcy dostarczanych dóbr. Zatem definiowanie logistyki mija się z celem. Co więcej jeśli ktoś zadaje pytanie „Co to jest logistyka ?”, to nie tylko daje świadectwo tego, że nie wie czym się zajmuje, ale przede wszystkim staje na gruncie metodologii naukowych nieprzydatnych dla logistyki.
Logistyka w tym sensie wykracza poza dotychczasowe granice nauki, że nie akceptuje problemów wynikających z przyjęcia przez logistyka jakichś ograniczających go założeń. Zarazem pozostaje w granicach nauki gdyż stosuje racjonalne metodologie prowadzące do skutecznego i powtarzalnego dostarczania dóbr.
Zamiast zatem poszukiwać przez lata wielostronicowego dowodu, który zadziwi swą oczywistością, lepiej tak ustawiać granice nauki o logistyce by miała ona szanse być użyteczna.