Aconcagua zdobyta – "Romek spedytor" na szczycie - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

Aconcagua zdobyta – "Romek spedytor" na szczycie
 
wtorek, 12. lutego 2008 , 11:47
 
Ludzie, pasje i ich opowieści
specjalnie dla spedycje.pl od naszego korespondenta z Andów /10.02.08/

Dziś wreszcie zeszliśmy z gór do Penitentes. Przedwczoraj, o 13.40 wszedłem na szczyt Aconcagua. Czwórka z nas zrobiła wejście w stylu alpejskim tzn. w ciągu 3 dni od bazy w Plaza de Mulas, co wzbudza tu na miejscu podziw.
Oczywiście pomogła nam aklimatyzacja ekwadorska, bez tego nie byłoby mowy o tak szybkim wejściu. Ale wszyscy tu mówią, że tylko Polacy tak potrafią zdobywać góry. Tu jesteśmy bardzo cenieni za osiągnięcia górskie.
To była bardzo wyczerpująca akcja, jeszcze chyba nigdy nie byłem tak zmęczony, aby dostać się do bazy pod Aconcagua, trzeba najpierw przejść ok 40 km doliną Horcones, w upale, potem od bazy normalnie, wchodzi się etapami średnio 7-9 dni na szczyt. My, pokonaliśmy to w 3 dni, zakładając codziennie kolejne obozy, ostatni na wysokości 6200 m n.p.m., skąd nastąpił atak szczytowy.
Wyszliśmy z namiotów około 7 rano, myślę że było - 30 stopni, mimo puchowej odzieży, zamarzały nam palce u rąk i nóg. Dopiero po wyjściu słońca trochę sie ociepliło.

ACONCAGUA (6962 m n.p.m.) - najwyższy szczyt najrozleglejszych gór świata – Andów, w argentyńskiej prowincji Mendoza, przy granicy z Chile. Masyw skalny pochodzenia wulkanicznego, zbudowany z andezytów.
Na rozległym wierzchołku północnym (Cumbre Norte - 6962 m.) znajduje się maleńki, drewniany krzyż, natomiast wierzchołek południowy (Cumbre Sur - 6930 m n.p.m.) jest zwieńczeniem przepięknej południowej ściany.


Technicznie nie ma tam wielkich trudności, ale temperatura, wysokość, zmęczenie dają się we znaki,
Na szczęście nie wiało zbyt mocno, Na szczyt wszedłem, jako drugi z naszej czwórki o 13.40.

Na szczycie jest metalowy krzyż, do którego przywiązałem flagę polska z logo RUSAK, to ta, która była na wcześniejszych zdjęciach z Austrii. Zostawiłem ją na szczycie. Następnego dnia reszta naszej ekipy weszła na szczyt - flaga cały czas tam była. To był naprawdę ciężki, ale bardzo radosny dzień.
Teraz już jesteśmy w komplecie na dole i cieszymy sie z sukcesu. Naprawdę jestem tak zmęczony że trudno zebrać myśli.
Pobyt powoli dobiega końca, w związku z tym, że tak szybko udało sie zdobyć "Anke", resztę dni pewnie spędzimy w Chile nad oceanem, na odpoczynku, bo i tak lecimy z Santiago.
Podobno w Polsce jest przedwiośnie, już mi tego brakuje, w tej chwili mam dość gór.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do zobaczenia w kraju.
Roman Odolczyk
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl