W pracy tiry, po...wyścigi na 1/4 mili - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

W pracy tiry, po...wyścigi na 1/4 mili
 
wtorek, 11. marca 2008 , 13:04
 
King of Europe czyta nasz portal
 
Sylwetki naszych czytelników
 
Marcin Blauth, zwycięzca tytułu King of Europe 2007, właściciel niesamowitego samochodu GMC Typhoon, założyciel firmy No Limit opowiedział nam o swoich zainteresowaniach.
Podpowiada także, jak połączyć przyjemne z pożytecznym...
 oraz o tym,  jak zacząć przygodę w wyścigach na ¼ mili.



- W zeszłym sezonie samochodowym zdobył Pan jeden z najistotniejszych tytułów w zawodach na ¼ mili.. Tytuł  "King of Europe 2007" to dla Pana...?
Marcin Blauth: Jednym z największych sukcesów a zarazem nieoczekiwanych było zdobycie przeze mnie tytułu King of Europe i muszę dodać ze jeszcze nikomu w naszym rodzimym światku wyścigów na ćwierć mili czyli jeździe po prostej z dużą prędkością - nie udało się nawet zbliżyć do takiego wyniku.
Było to efektem szeregu przypadków - jak to w życiu bywa - ale szczęśliwych tym razem. Udało mi się osiągnąć coś, co wydawało się dla nas, dla polskiej sceny wyścigów ¼ mili, nieosiągalne.

- Od kiedy startuje Pan w wyścigach na ¼ mili?
► Udział w wyścigach biorę od 5 lat. Tak naprawdę głównym hobby jest narciarstwo a jak wiadomo sezon narciarski kończy się na wiosnę i coś trzeba dalej robić. Brat mojej żony, który jest jednym z najlepszych tunerów w Polsce, zainteresował mnie rywalizacją na ¼ mili.

Co robić, aby osiągnąć taki wynik?
► W moim przypadku pomogło „sportowe” doświadczenie. Ze sportem jestem związany od dzieciństwa. Często zawodnicy stosują różne triki jak podjeżdżanie do drzewka startowego, przeczekiwanie przeciwnika itd. Są też różnego rodzaju nie do końca czyste zagrania aczkolwiek my w teamie pilnujemy zasad fair play, bo na koniec liczy się, aby samemu mieć z tego satysfakcję.

- Z pewnością na taki wynik ma również wpływ to, czym się jeździ. Jak powstał Typhoon?
► Jest to nasz autorski projekt. Samochód jest z krótkiej serii GMC Typhoon produkowanej w latach 1993-1994 w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy na świecie ścigają się głównie samochodami z tylnym napędem my stwierdziliśmy, że przy zawodach na torach o mniejszej przyczepności potrzeba samochodu z napędem na cztery koła. W ciągu czterech lat pracy udało się ten projekt zakończyć. Samochód był cały czas modyfikowany.
W pierwszym roku nie udało się w ogóle wyjechać z warsztatu. Mieliśmy wiele problemów z silnikiem wyprodukowanym w amerykańskiej technologii. W drugim roku udało się wykonać pierwsze ślizgi ze słabym efektem, a w trzecim juz udało się pobić rekord polski. Przez ponad rok czasu samochód był niezwyciężonym autem w Polsce.
Dzięki niemu ustanowiliśmy rekord 9,36 sekundy na ćwierć mili. Auto osiąga trochę poniżej dwóch sekund do 100 km/h i niecałe 6 s do 200 km /h. Wjeżdżamy nim na metę z prędkościami pomiędzy 240 km a 270 km. Samochód jest przygotowany do sprintu na krótkim dystansie, jest maksymalnie odelżony, czyli m.im. nie ma żadnych zbędnych elementów tapicerki.
     

- Czy można Typhoonem jeździć drogami miejskimi?

► Samochód jest zarejestrowany, można nim jeździć, ale ze względów zdroworozsądkowych to nie jest wskazane. Samochód jest przygotowany do wyścigów na 400 metrów, czyli ma inne przełożenia programu, którym stroi się silnik. Startując ze świateł, trzeba od razu nacisnąć na hamulec przy ruszaniu. To jest zdecydowanie samochód do wyścigów na torze i tam jedynie jest wykorzystywany.
Po ulicach miasta czasem jeździ – ale wyłącznie na lawecie....

- W jakim teamie Pan jeździ?
► Jeżdżę w Dunlop VTG No Limit Racing Team. Naszym głównym sponsorem jest firma oponiarska Dunlop. Otrzymujemy również wsparcie od firm No Limit i VTG. Dzięki takiej kooperacji udało się stworzyć team składający się aż z trzech samochodów. Moje auto jest czteronapędowe. W tym roku będzie jeździć Norweg Morten Carslen z napędem na tylną oś i Witek Karałow, który jeździ Hondą Civic z napędem na przód.
Ojcem wszystkich tych konstrukcji jest Grzesiek Staszewski. Sam jeździ Corvettą Stingray z napędem na cztery koła. Jest to jedyną na świecie Corvetta, którą dało się tak przerobić. Wszyscy oczywiście mamy samochody przystosowane do jazdy na torze. Po zawodach po całej Europie poruszamy się lawetami. Towarzyszy nam duża grupa mechaników. ścigamy w kategorii street legal, w których biorą udział samochody będące modyfikacjami samochodów seryjnych.
Oznacza to, że nie są to konstrukcje rurkowe. Ta klasa jest jedną z najliczniejszych i największych na świecie w wyścigach na ¼ mili.
 
         

- Gdzie startowaliście w ubiegłym roku?

► W zeszłym roku startowaliśmy na Słowacji, w Czechach, w Belgi i na Węgrzech. Dwa razy byliśmy na Ukrainie, gdzie dojechaliśmy aż do Bierdiańska nad Morzem Azowskim. Pokonaliśmy 1800 km przez, jak to określił nasz wieszcz przez „bezkresny kres”, w 40-stopniowym upale. Witek Karałow dotarł również na zawody w Szwecji. Ścigamy się w całej Europie, gdzie naszymi konkurentami są najsilniejsze auta na kontynencie.

- Czy byliście już w Anglii?
► Nie byliśmy, wybieramy się tam, ale coś nie możemy dojechać. Mamy bardzo napięty grafik, bo mimo tych wyjazdów zagranicznych mieliśmy kilka startów w Polsce właśnie w randze Mistrzostw Polski. Udało się zdobyć tytuł w 2007 roku Mistrza Polski w klasie maxi, ale też w klasie outlaw czyli otwartej.
Można powiedzieć, że troszkę ścigamy się sami ze sobą ponieważ głównie są to samochody, które wychodzą ze stajni VTG. Jest kilku mocnych konkurentów z innych klas, ale jako, że tej adrenaliny nam trochę brakuje zaczęliśmy jeździć po Europie od dwóch lat.
Myślimy też o wyjeździe do USA – kolebki wyścigów.

- Kto jest największym rywalem w wyścigach?
► Najlepsze wyniki mają Szwedzi, Amerykanie i Anglicy. My w Polsce rośniemy jako kolejna potęga tego sportu, czyli dorównaliśmy najlepszym w krótkim czasie i to zostało zauważone.

- Czy ścigać może się każdy, czy wymaga to jakiegoś specjalnego przygotowania?
► Na początku nie wiedziałem, że jest to taki skomplikowany sport. Nie wymaga wyjątkowej kondycji sportowej, ale wymaga bardzo dobrego przygotowania mentalnego i dużo cech, które można wytrenować tj. refleks, opanowanie. Wyścigi są zawodami niewybaczającymi błędów. Przeprowadzane są w systemie pucharowym, czyli kto przegra pojedynczy wyścig odpada i drugiej szansy nie ma. Trzeba być zgranym ze swoją „maszynką” do ułamków sekund.
Często na mecie decydują setne sekundy, kto wygrywa, a na starcie mogą to być różnice 2 -3 dziesiątek Sport wymaga olbrzymiego opanowania a jednocześnie skupienia, bo trzeba dodać, że często te samochody jadą w poślizgu lekko płynąc driftem i to wymaga olbrzymiej równowagi przy prowadzeniu pojazdu.

- Które części wyścigu są najtrudniejsze?
► Sam start jest bardzo trudny. To jest taki moment, kiedy trzeba idealnie zgrać się z maszyną. Żeby do „setki” dojechać w 2 sekundy, trzeba się wstrzelić we wszystkie parametry auta. To nie jest tak, że naciska się gaz i się jedzie - samochód trzeba odpowiednio przygotować do startu: napiąć napędy, dobrać odpowiednio ciśnienie doładowania. Brak tej procedury startu powoduje, że traci się cenny czas. Dzieje się to głównie wtedy, gdy koła wpadają w poślizg i nie popychają samochodu.
Tu się liczy „połykanie metrów”, czyli, aby w jak najkrótszym czasie przejechać dany dystans, a nie czy ktoś narobi najwięcej hałasu lub czy ktoś ma najwięcej mocy pod maską.

     

- Jak zachowują się samochody podczas wyścigów?
► Samochody są bardzo wysilone – są zrobione na tzw. żyletki. Charakteryzują się maksymalnie "odelżonymi" silnikami, mają bardzo wysilone skrzynie biegów. Przy tak olbrzymich w ułamkach sekund są narażone na zniszczenie i pękają. Niektóre elementy, które wydają się super mocne, pękają jak zapałki. Nawet na zdjęciach widać jak te samochody reagują na wysokie moce. np mamy takich przyjaciół ze Szwecji, którzy mają ponad 2 tys. koni pod maską i ten samochód startuje praktycznie na jednym kole. To są ogromne siły i mocne wrażenia.

- Czy zdarzyły się Panu jakieś niebezpieczne sytuacje na torze?

► Podczas wyścigów wymyślonych przez organizatora z Łodzi. Odbywały się one w strugach deszczu, przy tych samochodach jest bardzo niebezpieczne. Szczególnie, jeśli wyścigi nie odbywają się na lotnisku jest ryzyko zakończenia rajdu na latarni, ponadto samochód nosi po całym torze. W takich warunkach przeważnie nie startujemy. Czasami robimy przejazdy pokazowe. Zdarzają się również takie historie, że startuje się równolegle i zaczynają latać elementy silnika.
Osobiście zdarzyło mi się, że miałem źle zrobioną maskę przez producenta i siła przy starcie spowodowała, że maska się podarła jak kartka papieru. Na szczęście przeleciała nad dachem. Miałem wtedy prędkość ponad 200 km/h.
Takim spektakularnym, ale szczęśliwie zakończonym zdarzeniem, był mało przyjemny wyścig z zawodnikiem z Angli na King of Europe w Belgii dwa lata temu, który tak dał gazu, że przeleciał przez dwa pasy w poprzek.
- Gdzie planujecie wystartować w tym sezonie?
► Kalendarz nam się praktycznie już układa. Zaczynamy zawodami King of Europe na Węgrzech koło Budapesztu. Później szykuje się dosyć duża impreza Czechach. Możliwe, że nie będziemy startować w zawodach Mistrzostw Polski teamowo. Sportowy duch sprawia, że chcemy ścigać się z lepszymi i mocniejszymi i tych niestety trzeba szukać poza Polską. Planujemy wystartować w Modlinie, a dalej tak jak planowaliśmy chcielibyśmy wybrać się do Anglii do Santa Pod.
Tam jest tor z prawdziwego zdarzenia. Na pewno pojedziemy do Szwecji, bo to jest też mekka tych zawodów. Wygrać tam było by czymś znaczącym. W drugiej połowie lipca są finały serii King of Europe w Belgii, więc tam też na pewno się pojawimy.

- Młodzież nadal ściga się w miejscach niedozwolonych. Jak sportowiec może wpłynąć na zmianę takiego zachowania?
► Chcemy pokazać ten sport w Polsce, myślimy o jakimś występie pokazowym w centrum miasta Warszawy. To jest fajne, bo rzeczywiście ludzie młodzi ciągną do tego i chcieliby to obejrzeć a my przy okazji staramy się przekazać właśnie taką informację, żeby nie robić tego na drogach tylko tworzyć takie możliwości dla młodych ludzi, żeby robili to w miejscach do tego przeznaczonych i bezpiecznych.
Co zrobić żeby wziąć udział w zawodach?
W zawodach tych można brać udział właściwie bez ograniczeń. Należy odpowiednio wcześnie się zgłosić. Nie trzeba należeć do klubu, wystarczy wpłacić nieduże wpisowe. Każdy, kto przejdzie prze sito nieprofesjonalnych zawodów, gdzie wcale nie jest wysoko postawiona poprzeczka, może spokojnie zakwalifikować się do zawodów typu street.

- Czy wyścigi to drogi sport?
► Sam start to jest kilkadziesiąt euro. Jeśli chodzi o wpisowe i wszystkie opłaty i samo uczestnictwo też jest tanie. My jeździmy na lawetach transportowych, czasami bierzemy ciężarówkę. i to jest już większy wydatek. Najdroższe jest przygotowanie samochodów. Najlepiej mieć sponsora, który da przynajmniej początkowy kapitał minimum 100 000 złotych. To jest początek wydatków, te samochody są bardzo awaryjne. Po części koszty związane są z wożeniem samochodów po Europie. Amatorzy jeżdżą tymi samochodami na co dzień. Na tym poziomie, na którym my startujemy już tego nie da się zrobić. Mamy za sobą ekipę mechaników, bo jeszcze nie było tak, żeby się udało wystartować bezobsługowo. Zawsze coś się wydarzy, więc trzeba być na to przygotowanym.

- Marcin Blauth charytatywnie...

► Od paru lat jestem prezesem Warszawskiego Klubu Narciarskiego. Jest to obecnie najsilniejszy klub trenujący dzieci w Polsce. Zaczynaliśmy na 26 miejscu w rankingu takich klubów w Polsce, a w tym roku prowadzimy w pucharze Polski w kategorii młodzik i junior młodszy narciarstwie alpejskim.
Nasze dzieci regularnie startują w zawodach międzynarodowych. Andrzej Dziedzic był czwarty na nieoficjalnych mistrzostwach świata w kategorii młodzika. To są już wyniki europejskie. Ta praca przynosi wiele satysfakcji.

- Co warto przenieść z rywalizacji sportowej do firmy?

► W firmie razem z moim wspólnikiem stawiamy na przyjazną atmosferę przy zachowaniu profesjonalizmu. Staramy się rozwijać u wszystkich naszych pracowników i tych, którzy z nami współpracują potrzebę zdrowej rywalizacji. Wspieramy pomysły sportowe również poza firmą. Wyjeżdżaliśmy firmowo na zwody narciarskie i regaty żeglarskie.
Osoby uprawiające sport mają inne podejście do współpracy. Aktywne życie związane ze sportem sprawia, że człowiek wiele się uczy, jest dynamiczny, dobrze radzi sobie ze stresem.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na wyścigach
Rozmawiała: Ewa Ziomek


Marcin Blauth,
założyciel i prezes zarządu firmy No Limit
wiek: ludzie tyle nie żyją
samochód: GMC Typhoon BiTurbo
startuje od: 2005 roku


Zawodowo zajmuje sie transportem - logistyka i dystrybucja. Ponadto jest prezesem Warszawskiego Klubu Narciarskiego.
 Z motoryzacją związany zawodowo i hobbistycznie.
W pracy TIRy, po godzinach motocykle, offroad i oczywiście kilkusekundowe przejażdżki Typhoonem na 1/4 mili.

za:http://www.team.vtg.pl/zawodnicy.html)

Terminarz najbliższych startów
Marcina Blautha:

12-13 kwiecień '2008 King of Europe '2008 - East (Węgry) Tokol (Węgry),
16-18 maja 2008 - II runda Wyścigów Samochodowych Mistrzostw Polski - Most (Czechy).

Zdjęcia wykorzystane w artykule zostały opublikowane dzięki uprzejmości Moniki Blauth
® M. Blauth
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl