Bohater jeździ TIR-em - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

Bohater jeździ TIR-em
 
czwartek, 10. kwietnia 2008 , 21:33
 
Jak wygląda bohater?
Ma trochę ponad 40 lat, szpakowate włosy i ślady poparzeń na skroni i ręce. Bo wskoczył w ogień i wyciągnął z niego trzy osoby. Maciej Lewandowski jeździ TIR-em po Europie. Właśnie wrócił z dalekiej trasy do swego mieszkania w Inowrocławiu. Przed spotkaniem ze mną wyszedł z psem na spacer.
Jest trochę zdenerwowany. Nie chce po raz kolejny wspominać dnia, w którym doszło do tego strasznego karambolu. Ciągle przed oczami ma płonące samochody. Słyszy głosy ludzi wołających o pomoc. Broni się przed nazywaniem go bohaterem. Długo przekonuję go do tego, by zechciał ze mną porozmawiać. Nie zrobiłem niczego nadzwyczajnego. Każdy tak powinien postąpić - tłumaczy.
 
Zamiast ratować robili zdjęcia

29 lutego na drodze w Pustkowie Wilczkowskim pod Wrocławiem doszło do karambolu. Zderzyły się cztery samochody, w tym TIR pana Macieja. Pan Maciej mógł odetchnąć z ulgą. Miał szczęście. Wyszedł z wypadku bez draśnięcia. Jednak bus z licealistami i osobowa skoda stanęły w ogniu. Pan Maciej, jak inni, mógł poczekać na przyjazd straży pożarnej. Bo inni kierowcy zawracali swe samochody i odjeżdżali, by nie spóźnić się ani minuty tam, dokąd zmierzali. Lub wysiadali z samochodów, ale tylko po to, by sfotografować płonące samochody komórką.
W płonącym busie były jeszcze dwie osoby. Pan Maciej krzyczał, by ktoś mu pomógł. Nikt nawet nie drgnął. Nie przestraszył się ściany ognia i wszedł do środka. Wyciągnął dwoje nieprzytomnych licealistów.
- Nie wiedziałem, czy oni jeszcze żyją. Miałem jeden cel. Nie mogłem pozwolić, by ogień ich pożarł. Moja psychika byłaby zupełnie zrujnowana, gdybym ograniczył się tylko do obserwowania tego zdarzenia - wspomina. Potem uratował jeszcze jedną osobę z palącej się skody. Ale tego nie pamięta. To zna już tylko z opowiadań. Z oparzeniami drugiego stopnia twarzy i ręki trafił do szpitala.
 
Dał Bartkowi drugie życie
Udało nam się skontaktować z ojcem Bartka - chłopca, którego uratował pan Maciej.
- Dał drugie życie naszemu chłopakowi. Będzie nam bardzo bliski do końca życia. Mam nadzieję, że przyjdzie taki moment, że będę mógł mu osobiście podziękować. Chociaż wiem, że żadne słowa nie wyrażą naszej wdzięczności. Taką postawę trzeba pokazywać i naśladować. Tak wspaniałych ludzi nie spotyka się codziennie na ulicy - mówi Roman Beczek. Nie ma wątpliwości, że pan Maciej jest bohaterem. Największym, jakiego spotkał w życiu.
 
Słyszałem, jak krzyczą
W wypadku zginęły cztery osoby, pasażerowie osobowej skody. - Horror to mało powiedziane. To było piekło. Ci ludzie palili się żywcem. Słyszałem, jak krzyczą. Czasami zastanawiam się, czy zrobiłem wszystko co mogłem zrobić. Może jednak dałoby się jeszcze kogoś uratować - rozważa pan Maciej. Wszyscy powtarzają, że jest bohaterem. Mówił to burmistrz Kłodzka, skąd pochodzą uratowani przez niego licealiści. Powtórzył przedstawiciel dolnośląskiej straży pożarnej. Słowa te Maciej Lewandowski usłyszał również od prezydenta Inowrocławia, dziennikarzy, swoich kolegów z pracy, którzy z dumą poklepywali go po ramieniu. Gratulują mu sąsiedzi, a nawet ludzie, których dotąd jedynie znał z widzenia. - Ja się nawet w jednym procencie nie czuję bohaterem. Każdemu to tłumaczę. To, co zrobiłem jest dla mnie najnormalniejszą rzeczą pod słońcem - mówi.
 
On już taki jest
Słowa pana Macieja potwierdza jego żona Irena. - On już po prostu taki jest. Nie stoi biernie, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Niejednokrotnie się o tym przekonałam i nigdy się na nim nie zawiodłam. Dlatego też w ogóle nie zdziwiło mnie jak zachował się w czasie tego pożaru - zapewnia. Pani Irena przypomina sobie jak pewnego razu jechali autem. W pewnym momencie na jezdnię wbiegła zakonnica. Wpadła pod przejeżdżający samochód.
- Inni kierowcy jechali dalej. Mąż się zatrzymał, zadzwonił po pogotowie i policję. Pojechaliśmy dalej dopiero, gdy kobieta została zabrana do szpitala - wspomina pani Irena i nie ukrywa, że jest dumna z męża.
źródło: Gazeta Pomorska/tekst i fot. Dariusz Nawrocki/
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl