| Protestujący z całej Polski łączą siły z Pomorzanami w walce z nadajnikami GSM |
| |
piątek, 16. maja 2008 , 00:29 |
| |
Zaczęło się niewinnie. Od protestów kilkunastu mieszkańców pod wieżą ciśnień w Miastku. Poszło o montowaną tam stację bazową telefonii komórkowej. Później były kolejne protesty, a teraz ludzie jednoczą siły, bo chcą zmiany polskiego prawa i wiarygodnych badań oddziaływania fal elektromagnetycznych.
- Tu już nie chodzi tylko o Miastko, ale o zmiany w Polsce. Będziemy jednoczyć siły w walce z błędnym kołem nadajników GSM - zapowiada Dariusz Zagaja, lider protestu w Miastku, który zajrzał w ministerialne rozporządzenie i doszedł do wniosku, że jest luka w prawie. - Nikt nie ustalił norm promieniowania dla osiedli mieszkaniowych i liczby nadajników przypadających na daną powierzchnię. Nie może być tak, że nie ma zakazu do montowania nieograniczonej liczby stacji bazowych między domami - dodaje.
Protestujący z Miastka idą dalej. Mają opinię Kancelarii Prawnej "Sokrates" z Łodzi, która potwierdziła, że w rozporządzeniu ministra środowiska są luki. Mają też już sprzymierzeńców z innych miast. Gdy Zagaja ogłosił swoje przypuszczenia na naszych łamach, zaczęli dzwonić do niego protestujący z Rzeszowa, Lublina, Rybnika, Gliwic, Świdnicy i Słubic.
- Jesteśmy zacofanym krajem, bo nikt u nas nawet porządnych badań nie przeprowadził. Mówi się nawet, że szansa na to, że nadajniki są szkodliwe, jest jak 50 do 50. To dużo i dlatego zrobimy wszystko, by wzmocnić nasz lobbing przeciwko lobbingowi operatorów GSM - zapewnia Zbigniew Gelzok z Rybnika, który jest przewodniczącym ogólnopolskiego stowarzyszenia "Prawo do Życia".
Według szacunków Gelzoka obecnie prowadzonych jest kilka tysięcy takich protestów w Polsce. Teraz protestujący łączą siły.
- Tu nie tylko o luki w prawie chodzi. Trzeba podejść do tego od strony technicznej. My złożyliśmy doniesienie do prokuratury, bo operator inne normy podał na papierze, a inne wynikają z urządzeń, które zainstalował. To oszukiwanie społeczeństwa - twierdzi Kazimierz Kajak, który przewodzi protestom w Lublinie.
Co na to operatorzy GSM? Dostaliśmy od sieci Era, która montuje nadajniki w Miastku, lakoniczną odpowiedź.
- Wieloletnie badania wpływu pól elektromagnetycznych prowadzone przez światowe organizacje nie wskazują ich szkodliwości - podkreśla biuro prasowe Ery.
- My nie protestujemy przeciwko nadajnikom, ale żądamy zachodnich norm, gdzie podobne instalacje znajdują się przynajmniej 500 metrów od terenów zamieszkanych - zapewnia Gelzok.
Protestujący nie mogą liczyć na powszechne poparcie.
- Oni chcą cofnąć rozwój techniki. Sami o tym wiedzą, dzwoniąc do siebie z telefonów komórkowych - napisał internauta Maks.
|