Być „truckerem” w USA - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

Być „truckerem” w USA
 
sobota, 28. czerwca 2008 , 14:43
 
Ludzie, pasje i ich opowieści
W najnowszym numerze "Autotransportu"
Jarosław Mokrzewski, autor książki, spędził za kierownicą ciężarówki ponad 10 lat. Podobnie jak kilka tysięcy polonijnych kierowców zamieszkałych w prowincji Ontario, przekracza kanadyjsko-amerykańską granicę co najmniej raz w tygodniu. I za każdym razem towarzyszy temu dreszczyk emocji. Jego zdaniem, w ostatnich latach wjazd do USA stał się jeszcze bardziej stresujący. Ma to związek ze wzrostem uprawnień i większą aktywnością amerykańskich służb granicznych.
Mimo że między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi istnieje porozumienie o wolnym handlu, przekraczanie granicy między tymi krajami wymaga od truckerów spełnienia nie lada wyzwań. W wydanym w Toronto polonijnym „
Podręczniku kierowcy trucka” poświęcono temu wyjątkowo obszerny rozdział.

Wjeżdżając do Stanów, kierowca ciężarówki ma kontakt z Urzędem Celnym (United States Customs Service ) i z Urzędem Imigracyjnym (United States Immigration and Naturalization Service). Dodatkowo po stronie amerykańskiej w pasie granicznym, a szczególnie wokół przejść granicznych, działa oddzielna służba – Straż Graniczna (U.S. Border Patrol); jej głównym zadaniem jest walka z nielegalnymi emigrantami i przemytem narkotyków.
 
Na przejściach panuje duży ruch i nie wszyscy przechodzą dokładną kontrolę, ale oficer emigracyjny zadaje każdemu kierowcy kilka standardowych pytań: czy jedzie sam, gdzie mieszka, czy przewozi alkohol i papierosy, czy był karany za przestępstwa kryminalne.
 
Podczas kontroli szczegółowej przepytywanie trwa tak długo, aż urzędnik dojdzie do wniosku, że kierowca spełnia warunki do przekroczenia granicy. Autor podręcznika podaje przykład na to, jak czujne są amerykańskie służby graniczne: „Gdy miałem założone przeciwsłoneczne okulary, zdarzało się, że pracownik pobierający opłatę za przejazd mostem granicznym sięgał po telefon, aby dzwonić do amerykańskich służb emigracyjnych z informacją, że jestem podejrzany, bo chowam twarz za okularami. Gdy szybko zdjąłem okulary i pozdrowiłem go słowami ‘Hello, there’s pracownik automatycznie odkładał słuchawkę, a ja bez przeszkód przekraczałem granicę.”
FLAKI NA GRANICY
Do odprawy celnej należy zgłosić przewóz rzeczy osobistych i podarunków, a w szczególności alkoholu i papierosów. Zabroniony jest między innymi przewóz: pornografii i artykułów żywnościowych. Jak jednak zastosować się do restrykcyjnych przepisów zakazujących przewozu żywności przez granicę, jeśli po kilku miesiącach pracy za kółkiem niemal każdy polonijny trucker ma serdecznie dość hamburgerów i hot-dogów w przydrożnych barach?
 
Toteż kierowcy zabierają ze sobą w długą drogę do Kalifornii pęta suszonej kiełbasy, zapakowane próżniowo wędliny z polonijnych delikatesów, pachnący polski chleb i zawekowane domowe obiady. Często amerykańskie służby graniczne przymykają oko na te truckerskie spiżarnie, zwykle dobrze poukrywane w zakamarkach kabiny ciężarówki. Od czasu do czasu jednak ktoś trafi na surowego urzędnika służby granicznej, który każe wyładować całą spiżarnię do przydrożnego kontenera na śmieci.
 
„Żadne tłumaczenia nie pomagają” – użala się jeden z truckerów. Przyznaje nie bez dumy, że jednak raz jeden udało mu się przechytrzyć urzędnika, w dodatku kobietę. „Kobiety są wyjątkowo restrykcyjne, lepiej z nimi nie dyskutować” – podkreśla. Nie wiadomo, ile w jego działaniu było przemyślnej strategii, a ile czystego przypadku, fakt faktem, że udało mu się przewieźć flaki przez granicę.
 
Początkowo tłumaczył się urzędniczce, że jest wrzodowcem i egzotyczna dla niej potrawa jest składnikiem specjalnej diety przepisanej przez lekarza. Nie dała się jednak na to nabrać. Postanowił więc zjeść cały zapas flaków na granicy, na co – o dziwo – dostał jej zgodę. Na oczach urzędniczki w wymowny sposób zaczął wsysać długie kawałki flaków, co okazało się ponad jej siły. Z trudem hamując odruchy wymiotne, machnięciem ręki kazała mu jak najszybciej wynosić się z granicy.
BEZ POBŁAŻANIA
Kontakt osobisty kierowcy z amerykańską służbą graniczną trwa w normalnym trybie od jednej do kilku minut. (Jest to możliwe, ponieważ wstępna odprawa celna, tak zwany manifest, dokonywana jest elektronicznie przez przewoźnika, zanim truck pojawi się na granicy. Resztę dokumentacji dla urzędu celnego przygotowuje również z wyprzedzeniem broker, czyli przedstawiciel przewoźnika rezydujący na przejściu granicznym). Na granicy bez wychodzenia z kabiny trucka należy odpowiadać na pytania oficera. Urzędnik na podstawie uzyskanych odpowiedzi, a także wyglądu i zachowania kierowcy oraz po sprawdzeniu dokumentów podejmuje decyzję, czy kwalifikuje się do przekroczenia granicy.
 
Zdaniem Jarosława Mokrzewskiego, wygląd zewnętrzny i zachowanie się mogą nam w tym pomóc. Ubranie powinno być czyste, twarz ogolona, a dokumenty przygotowane do okazania. Ważne jest pokazanie respektu dla oficerów emigracyjnych i celnych. I na koniec jeszcze jedna rada: nie należy bać się zadawać pytań, jeżeli kierowca nie jest pewny, czy wszystko jest zgodne z prawem.
Prawdę powiedziawszy, większość wpadek polonijnych kierowców na granicy kanadyjsko-amerykańskiej bierze się właśnie z nieznajomości przepisów.
 
 Bohaterami truckerskich opowieści są więc zwykle początkujący kierowcy, bo służby graniczne nie mają dla nich żadnego pobłażania. Na przykład bezwzględnie przestrzegają miejsca przekraczaniagranicy zapisanego w dokumentach przygotowanych do odprawy celnej. Jako przestroga niech służy historia truckera, który chcąc uniknąć kilkugodzinnej kolejki do przejścia granicznego w Port Huron (na północ od Detroit), pojechał odprawić się do nieodległego Windsor. Wdał się w dyskusję z urzędniczką (sic!), która chciała go cofnąć z granicy.
 

Za karę musiał postawić trucka na parkingu i czekać kilka godzin na rozmowę z wyższym urzędnikiem w celu – jak mu się wydawało – złożenia stosownych wyjaśnień. Tymczasem urzędnik bez zbędnych ceregieli zgodził się na zmianę przejścia granicznego, ale postawił dwa warunki: po pierwsze najpierw trucker przeprosi urzędniczkę, a po drugie– urzędniczka musi przyjąć jego przeprosiny. Jak nietrudno się domyśleć, trucker spędził na granicy kolejne kilka godzin, czekając na dowód łaski pani urzędniczki. Każda władza lubi przecież uczyć pokory i nie znosi, jak ktoś naraża na szwank jej autorytet. Przekonał się o tym również inny Polonus. Na pytanie urzędnika granicznego, gdzie się urodził, odpowiedział: w szpitalu. Za ten żart trzymano go na granicy siedem godzin.
POLISH JOKES
Oczywiście, naiwnych nie brakuje, więc i tacy również pojawiają się na granicy i są źródłem nie zawsze zabawnych opowieści.
Do legendy przeszła już historia początkującego truckera, który chciał złapać urzędnika za rękę, bo ten jego zdaniem, zamierzał unieważnić mu 10-letnią wizę amerykańską. Truckera powalono na ziemię i zakuto w kajdanki. Widząc to, drugi kierowca tego samego trucka czym prędzej czmychnął przez granicę do Kanady.
 
A poszło o rutynowy stempelek w paszporcie podczas przekraczania granicy. „Na szczęście urzędnicy mieli poczucie humoru i nie oskarżyli kierowcy o napaść na urzędnika będącego na służbie” – mówi Daniel Bogusz, diler ciężarówek Volvo, który wcześniej kilka lat spędził za kierownicą ciężarówki. Ubolewa jednak, że potem można usłyszeć w CB-radio głupie dowcipy tzw. „Polish jokes”, o „mało rozgarniętych” – zdaniem Amerykanów – polskich truckerach.
 
Po atakach terrorystycznych z 11 września procedury przy przekraczaniu granicy USA zostały znacznie zaostrzone, ale na największych przejściach granicznych ruch odbywa się w miarę płynnie i bez większych incydentów. Do takich miejsc należy m.in. przejście między Windsor i Detroit (przejeżdża tędy aż 25% kierowców kursujących między Kanadą i USA) oraz drugie – w okolicy Niagary i Buffalo. Oba znajdują się w prowincji Ontario, największym skupisku polonijnych truckerów w Kanadzie. O małych przejściach granicznych na środkowym Zachodzie truckerzy wypowiadają się z rezerwą. Podobno urzędnicy są tam bardziej skrupulatni i surowi. Ile w tym prawdy, trudno dociec.
Generalnie służby graniczne USA nie cieszą się jednak najlepszą sławą. Potwierdził to sondaż fi rmy RT Strategies. Ponad połowa badanych stwierdziła, że służby graniczne USA składają się z osób nieprzyjaznych i niegrzecznych.
 
Co ciekawe wielu ankietowanych przyznało, że odczuwało strach przed odprawą graniczną. Kiedy na przejściu granicznym w Windsor wprowadzono zaostrzoną odprawę, czyli prześwietlanie ładunków promieniami gamma – odezwały się nawet protesty kierowców, obawiających się o swoje zdrowie. W sprawę zaangażowało się kanadyjskie stowarzyszenie truckerów (Canada Trucking Association). Emocje opadły, kiedy ustalono, że urządzenie ma odpowiednie atesty i jest absolutnie niegroźne dla zdrowia. Niewątpliwie, psychoza rozpętana wokół walki z terroryzmem daje również o sobie znać na amerykańskiej granicy.
Fot. Gerland L. Nino(CBP), Daimler, Navistar
Więcej na www.autotransport.pl
MICHAŁ DONDA
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl