Stosowanie logistyki - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

Stosowanie logistyki
 
poniedziałek, 01. czerwiec 2009 , 20:49
 
Toczące się nadal dyskusje o tym, czym jest logistyka a także, czym jest „łańcuch dostaw”, nie przeszkadzają by towary docierały od dostawców do odbiorców. W codziennej działalności można bowiem nawet nie ocierać się o granice obszaru wyznaczonego aktualnym pojmowaniem tych pojęć. Jest on na tyle rozległy, że nie wpływa na codzienne stosowanie logistyki. Na granicy zaś, jak to na granicy, jedni pilnują, by nikt jej nie przekraczał, inni starają się ją przekraczać, a jeszcze inni próbują przesunąć granicę na nowe obszary.
Choć tych granicznych harcowników nie ma zbyt wielu, to nie negując wagi ich poczynań, dobrze byłoby gdyby nie zakłócały one codziennej troski o dostarczane dobra, zapewniając jednak inspirację do podejmowanych działań.


Dlatego na obszarze logistyki już dość wcześnie postawiono dodatkową linię demarkacyjną. W książce pt. „Czysta logistyka” z 1917 r. George Cyrius Thorpe (1875-1936) dokonał podziału całej logistyki – tak jak ją wówczas pojmowano – na „czystą” i „stosowaną”. Wynikało to z jego postulatu, że logistyka jest nauką i dzieli się tak jak każda ze znanych nauk. Jako taka zaś jest trzecim, niepodważalnym czynnikiem prowadzenia wojen, oprócz strategii i taktyki.
Potrzeba takiego ukonstytuowania i usytuowania logistyki, wynikała z tego, że jak zauważył młody porucznik Thorpe, po 70 latach od opublikowania pracy barona Antoine Henry Jomini (1779-1869), wojskowi komentatorzy oferowali jedynie ciszę na temat logistyki, a wojskowi praktycy niemal nic nie wiedzieli o logistyce.
To zaś co proponował szwajcarski baron, to logistyka jako „praktyczna sztuka poruszania armii”, obejmująca swym zakresem wszystko co jest do tego potrzebne, poza samą bitwą i jej planowaniem. Na ówczesne czasy, czyli rok 1838, była to propozycja rozszerzenia zakresu logistyki, wobec wcześniejszego ujęcia, które zdaniem barona było „bardzo ograniczone”.



Jednak idea, że logistyka „stosowana” ma wynikać z zasad logistyki „czystej” spotkała się z niewielkim oddźwiękiem. Nadal logistykę postrzegano jako przemieszczanie i zaopatrywanie wojsk. Dopiero po śmierci autora i po doświadczeniach II Wojny Światowej, jego idee zaczęły wpływać na postrzeganie logistyki w armii amerykańskiej. W swym nowatorstwie pozostały jednak niezastąpione. Po nieudanej próbie wznowienia książki w 1945 r. była ona ponownie wydawana w 1986, 1997 i 2002 r.
Mimo próby uporządkowania zasad logistyki przez porucznika Thorpe, po kolejnych 70 latach sprawa się odwróciła i w powszechnym niemal przekonaniu ta „czysta” jest uogólnieniem „stosowanej”, czego skutkiem jest postulowanie zauważonego w praktyce „łańcucha dostaw” jako rozszerzenia logistyki. Ta próba byłaby usprawiedliwiona przy założeniu, że rozszerzenie dokonane przed 170 laty nie dotyczyłoby zakresu logistyki cywilnej. Intencje barona były jednak jasne. Logistyka obejmuje wszystko co nie jest bezpośrednim użyciem dostarczanych dóbr. Może to dotyczyć nie tylko dóbr wojskowych ale także cywilnych.
Jednak zajmowanie się logistyką „czystą” nie cieszy się dużym zainteresowaniem, gdyż nie można powiedzieć czy coś jest „czyste” jeśli nie wiadomo co to jest. Dlatego większość zajmujących się teoretycznymi aspektami logistyki podąża za praktykami podpatrując, co też oni wymyślili. Ten uwiąd i niedorozwój „czystej” logistyki powoduje, że ta „stosowana” musi brnąć na ślepo poprzez kolejne praktyczne pomysły dokonywane przez kolejnych odkrywców.


Dla kogoś, kto zajmuje się praktycznie dostarczaniem towarów, czy to w sferze operacji czy też infrastruktury, wyodrębnienie logistyki „stosowanej” mogło wydawać się na tyle oczywiste, że – prawdopodobnie bez sięgania do tego historycznego źródła – Janusz Fijałkowski wprowadził u nas w latach 70. tę nazwę dla praktycznej sfery działań logistycznych. Nawet intencjonalnie nie było to przeciwstawienie jej logistyce „niestosowanej”, gdyż chodziło właśnie o zawężenie obszaru zainteresowań do czegoś, co można empirycznie zweryfikować. Potem w latach 90. – także bez sięgania do źródeł ani historycznych ani nawet lokalnych – rozpoczęły się doroczne spotkania pod nazwą „Konferencja logistyki stosowanej”, których 12 edycji już się odbyło. Jeszcze później powstała „Konferencja naukowa logistyki stosowanej” - zorganizowana przez Katedrę Logistyki Wojskowej Akademii Technicznej - której trzecie wydanie odbyło się 26 maja 2009 r.
Tak się przy tym złożyło, że właśnie na tę konferencję przybył Philip J. Thorpe, dowódca logistyki wojsk lądowych w Armii Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ten historyczny związek w zakresie logistyki stosowanej nie jest jednak wynikiem pokrewieństwa, tylko skutkiem popularności tego nazwiska.
Wg szarży, jego stanowisko jest o stopień niżej niż stanowisko, jakie przed laty wywalczył dla siebie w czasie operacji „Pustynna burza” gen. William „Gus” Pagonis.
Potem ta zasada, że jest jeden dowodzący całą logistyką wojskową – przyjęta jak  widać na podstawie doświadczeń praktycznych a nie teorii – została przeniesiona na cały kraj. Na swoim stanowisku odnoszącym się do wojsk lądowych, dowodzi on dużym zespołem ludzi, którzy pod swoją pieczą ma na bieżąco wszystkie militarne i cywilne operacje USA na całym świecie.
Poznanie tego co już wymyślili ci, co stają wobec realnych i codziennych wyzwań związanych ze wspieraniem realnie walczących żołnierzy było niezwykle cenne. W swym wykładzie – który nie był tajny – gen Thorpe przedstawił ewolucję jaką przeszły wojskowe służby logistyczne na przestrzeni minionych 59 lat. W szczególności były one przed 1989 r. użyte 10 razy w ciągu 40 lat, a później – 46 razy w ciągu 20 lat. W tym czasie były one wykorzystywane nie tylko w konfliktach zbrojnych ale także w akcjach pomocy humanitarnej w kraju i za granicą. Główna przy tym i zauważalna tendencja to „mniej ludzi a więcej zadań”.
Następnie omówił aktualne techniki wspierające żołnierzy na polu walki. Wynikają one ze sposobu postrzegania i rozumienia tendencji zmian we współczesnych działaniach wojskowych. Ponieważ to rozumienie nie jest wynikiem teorii a raczej uogólnieniem doświadczeń, wymaga skonfrontowania ze współczesnym przeciwnikiem. Można tylko mieć nadzieję, że toczone współcześnie wojny nie mają na celu jedynie sprawdzenia poprawności koncepcji militarnych.
Stosowane w armii od lat oznaczanie radiowymi tagami wyrobów jest ewidentnie przydatne przy ogromnej masie przemieszczanych towarów. Może dzięki temu nie wszystko ginie i coś dociera do walczących żołnierzy. Przy pochwale tej techniki trzeba wziąć pod uwagę, że jednak zaginęły np. kontenery zawierające drobne banknoty przeznaczone dla żołnierzy stowarzyszonej armii. Ile to jest, można obliczyć porównując wymiary paczki banknotów i 20 stopowego kontenera.
Także skala stosowanego w wojsku nadmiaru może tylko frustrować cywilnych logistyków, walczących o każdy grosz obniżający koszty logistyczne. Szczególnie gdy dowiedzą się, że prawie 75% kontenerów wysłanych na operację „Pustynna burza” pozostało nieotwarte, gdyż należały do tego planowanego nadmiaru. Był z tym potem kłopot, by je zinwentaryzować i podjąć decyzję co z nimi zrobić.
Inna technika wprowadzana w armii USA to Joint Convoy Active Safety System (JCASS), czyli po prostu „podążanie za liderem”. Polega to na tym, że kolejne ciężarówki jadą po drodze tak, jak jedzie ciężarówka prowadząca kolumnę. Konieczność stosowania tej techniki w wojsku staje się oczywista, gdy ujrzy się codzienne konwoje złożone z kilkudziesięciu (ale nie 20 lecz 90) cystern wożących ropę z pól naftowych do irackich portów.
Przegląd stosowanych technik pokazał też, że mimo wspólnego sojuszu wojskowego, to jednak logistycy obu armii nadal żyją w odległych krainach technologicznych. Tym nie mniej po naszej stronie też można zanotować pewne osiągnięcia. Podstawowy sukces to ustanowienie jednej służby odpowiedzialnej za wspieranie wszystkich rodzajów wojsk w działaniach tak w kraju jak i za granicą. Ale niepokój może budzić to, że jako cel do osiągnięcia wyznaczono wprowadzenie kolektywnej odpowiedzialności w służbach logistycznych. Nie zważa się na to, że pomysł ten już dawno nie sprawdził się w wojsku, a zatem nie sprawdzi się też w wojskowej logistyce i może stać się zarzewiem przyszłej klęski.
Jednak nadal nie ma drugiego sukcesu. Polegałby on na wprowadzeniu jednolitego oznakowania kodowego wyrobów dostarczanych dla wojska. Utrzymywanie różnorodności w tej dziedzinie trwa już prawie pól wieku, mimo heroicznych wysiłków by unormować oznakowanie. Może tu pomóc tylko zawstydzenie wojskowych tym, że w cywilu udało się wprowadzić jednolity kod kreskowy i przynosi to wymierne korzyści.
Na przedstawione techniki można też patrzeć pod kątem ich zastosowania w praktyce cywilnej, gdyż ze strony teoretyków nie ma jak dotąd postulatów by opracować koniecznie jakąś technikę, której brak doskwiera praktykom. Choćby technika „podążania za liderem” byłaby w sposób oczywisty przydatna w magazynach cywilnych, choć może bez GPS. Jednak jak dotąd nikogo nie martwi to, że pracownik kompletujący zamówienia musi ciągnąc lub pchać wózek, ewentualnie musi kierować wózkiem z własnym napędem, po to by zbierać z półek potrzebne towary. Może gdy szczegóły armijnych pomysłów staną się jawne, ktoś wpadnie na to by zastosować tę wojskową technikę w cywilu.
Podtrzyma w ten sposób mit, że logistyka narodziła się i ciągle się rodzi w zastosowaniach wojskowych. Jest tak jednak tylko dlatego, że cywilni logistycy są wierni wpojonym im przekonaniom i nie chcą sięgać ku granicom logistyki, gdzie rodzi się ona jako „czysta”, bez związku czy to z wojskowym czy cywilnym zastosowaniem.
Dlatego zamiast podążać śladem wytyczonym przez praktyków, może jednak warto wyjść poza logistykę „stosowaną” i udać się na obszar logistyki „czystej” ku jej granicom, by zasięgnąć inspiracji do kolejnych zadań. Jak to zauważył Korolow – konstruktor rakiet kosmicznych – w filmie „Ujarzmienie ognia”, że nawet jak już się skopiuje dokonania poprzedników, to będzie się w jego położeniu sprzed lat, a tymczasem poprzednik nadal będzie gdzieś z przodu. Dobrze jeśli przecierany przez niego szlak prowadzi do dobrego celu. Gorzej jednak gdy po czasie okaże się, że była to błędna droga. Wtedy czas podążania jego śladem będzie podwójnie zmarnowany.
Dlatego może np. trzeba przerwać próby ujednolicenia oznakowania – choć u tych co umieli to wymusić przyniosły niewątpliwe korzyści – i opracować sposób radzenia sobie z różnorodnością sposobów kodowania, co już umożliwia współczesny poziom technologiczny,
Do tego niezbędne jest poprawne określenie zakresu logistyki zarówno w jej sferze „czystej” jak i „stosowanej”. Jak to zauważył baron Jomini, ma to podstawowe znaczenie dla zrozumienia prawdziwej roli i funkcji logistyki podczas wojny dla upewnienia się, że żaden z jej aspektów nie zostanie zaniedbany dla osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa w każdym konflikcie. Można tu dodać, że także w działalności cywilnej.
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl