Ludzie, pasje i ich opowieści - Twój Portal Gospodarczy - Spedycje.pl
 

Ludzie, pasje i ich opowieści
 
sobota, 13. stycznia 2007 , 09:21
 
Nowe wiadomości z Tatr
W cyklu Ludzie, pasje i ich opowieści, który zainugarowaliśmy reportażem o zdobywaniu Elbrusa, dzisiaj reportaż spod „samiuśkich Tater”.  Roman Odolczyk tym razem wespól z przyjaciólmi zdobywał Lodową Górę.
Zachęcamy - jeśli przeżyłeś ciekawą przygodę, masz swoją pasję i chcesz się nią podzielić z innymi zapraszamy do współpracy. Nasze łamy są otwarte dla wszystkich ciekawych życia i świata.


Udany początek roku 2007
W poszukiwaniu prawdziwej zimy i śniegu udaliśmy się do naszych południowych sąsiadów - na Słowację. Weekend 6-7 stycznia przeznaczony był na zdobycie Lodowego Szczytu (2630) m/ trzeciej góry w Tatrach.

Silna ekipa około 20 osób na czele z prezesem Bogusiem Magrelem udała się w sobotę do Smokowca a następnie przez Hrebienok i schronisko Zamkowskiego do Chaty Terycho w dolinie Pięciu Stawów Spiskich.

Pogoda w sobotę dopisywała, słońce pięknie oświetlało Łomnickie Granie - śniegu masa, aż trudno było uwierzyć że poniżej w Smokowcu, nawet płatka białego puchu.

Po krótkim odpoczynku jeszcze w sobotę ruszamy na Baranią Przełęcz. Idę na linie z Damianem, Kamilą i Grzegorzem. Przełęcz osiągamy już po zmroku.

Włączamy czołówki. Wspaniale wygląda później sznureczek schodzących jasnych punktów.
Wieczór w schronisku mija jak zwykle przyjemnie przy Beherovce i piwie.

Niedziela - pobudka o 6 rano. Pogoda jest niepewna, choć na razie nie pada. Kosmicznie wyglądają z góry światła Smokowca, a może Popradu...

W tych samych zespołach ruszamy mozolnie do góry. W głębokim śniegu grzęźniemy chwilami powyżej kolan, łatwiej poruszać się terenem skalistym.
I tak też kieruje Boguś. W coraz bardziej pogarszającej się pogodzie wspinamy się południowym filarem Kopy Lodowej. Na przewieszonym trawersie w połowie trasy, Kamila idąca przede mną odpada i leci parę metrów. Kilka nerwowych chwil, ale wszystko jest OK.

Dalej już idzie gładko. Wydostajemy się na Kopę Lodową. Wiatr jest huraganowy i zacina drobnym śniegiem.
Wprawdzie do Lodowego, mamy granią bardzo blisko, ale Boguś podejmuje decyzje o odwrocie.
Trochę szkoda, ale w tych warunkach Kopa Lodowa (2603 m n.p.m.) wydaje się niezłym osiągnięciem.
Schodzimy żlebem w kierunku Lodowej Przełęczy - około 14. jesteśmy w Chacie Terycho.

Czas goni - nawet nie zdążyłem wypić z Kamilą obiecanego piwa, będzie jeszcze niejedna okazja.

Pożegnalna fotka przed schroniskiem i na dół do Smokowca.
Jeszcze tego samego dnia wieczorem popijamy wino w Krakowie z samym "cyborgiem" Łukaszem Matlakiem.

Ale to już inna bajka…

Roman Odolczyk
 
Materiał wydrukowany z serwisu www.spedycje.pl