Konfitury
 
 NEWSLETTER    
  Sobota, 22 listopada 2008 r.
Czytelnicy on-line: 97
 
Imieniny:
Cecylii, Jonatana, Marka
reklama
ELBRUS - czerwiec 2006
czwartek, 21. grudnia 2006 , 22:34

ETAP II - AKCJA

Piękna pogoda utrzymuje się cały czas. Wyspani i najedzeni schodzimy na dół po schodach. Przy windzie stoi krowa i patrzy na nas zagadkowo. Jesteśmy na Kaukazie.

 

Naszym celem na ten dzień jest aklimatyzacja. Wchodzimy na CZEGET jeden z okolicznych szczytów (3400 m n.p.m). Daje o sobie znać wydolność Łukasza zwanego potem "cyborgiem". W cudownej scenerii siedzimy na szczycie prawie w komplecie i cieszymy się widokami. Słońce jest tak mocne, że moje nieposmarowane filtrem łydki wyglądają nazajutrz, jak flaga sowiecka. W beztroskich nastrojach schodzimy do górnej stacji kolejki krzesełkowej na Czeget i zamawiamy piwo.

 

Widoczność jest dziś tak doskonała, że siadamy za budynkiem stacji na głazach i obserwujemy ELBRUS. Widać obydwa szczyty, przełęcz, skały Pastuchowa, gdzie będziemy zakładać obóz. Boguś, który jako jedyny z nas był kilka razy na szczycie mówi nam o zagrożeniach i trudnościach związanych z wejściem. Po raz pierwszy czuję bliskość góry. Elbrus jest potężny. Zdjęcia, które oglądałem wcześniej setki razy, zupełnie nie oddają tego ogromu. Czy będzie łaskawy i pozwoli się zdobyć?

 

Wieczorem tego dnia omawiamy transport i logistykę na dzień następny, który ma być początkiem właściwej akcji górskiej. Część rzeczy zostaje u Walerego, z którym jeszcze się spotkamy. Rano opuszczamy gościnne NEITRINO i udajemy się do ostatniej miejscowości pod Elbrusem - AZAU - jest to miejsce skąd kolejką górską (taką jak na Kasprowy) można wjechać do górnej stacji na wysokość 3300 m n.p.m. Transport luksusowy, tym bardziej, że mamy naprawdę sporo sprzętu,jedzenia itp..

 

Od górnej stacji kolejki ruszamy już na nogach, tempo jest dobre, mijamy "schronisko" zwane BECZKI, schrony zrobione są w ogromnych zbiornikach po paliwie. To już wysokość 3800 m n.p.m. Wokół pusto, całą trasę aż do schronu gdzie będzie nasza baza pokonujemy sami. Po drodze była jeszcze tzw DIESEL HUT -kamienny schron zbudowany poniżej ruin spalonego schroniska PRIJUT -11.

 

Schronisko spłonęło w latach 90., podobno ogień zapruszyła jakaś grupa z Węgier. Docieramy do celu - HIŻYNA - tak nazywa się miejsce, w którym zakładamy bazę. Jest to całkiem spora szopa zbita z drewna,metalu i plastiku.

 

Są prycze z desek, stół i kuchnia gazowa. Na podłodze lód, ale na głowę nie leci. Rozlokowujemy się. Jesteśmy na wysokości ok. 4200 m n.p.m, nie odczuwam wpływu wysokości, choć część z nas zaczyna chorować. Jeszcze tego samego dnia robimy podejście aklimatyzacyjne do skał PASTUCHOWA i wynosimy część depozytu.

 

Podziwiamy bezkresne widoki, okoliczne szczyty - największe wrażenie robi chyba USZBA. Niektórych z nas inspiruje do dziś.

 

Następnego dnia poranne prognozy nie są zbyt pomyslne. Wynika z nich, że nadciąga załamanie pogody. Decyzja jest szybka. Mimo krótkiej aklimatyzacji 8 z nas idzie do góry. Wnosimy namioty i resztę sprzętu powyżej SKAŁ PASTUCHOWA i tam zakładamy obóz. Jesteśmy na wysokości 4800 m n.p.m. Czuję się bardzo dobrze, ale reakcje zaczynają się spowalniać. Nawet przygotowanie posiłku wydaje się sporym wyzwaniem.

 

Pod wieczór pogoda gwałtownie pogarsza się. Sypie gęstym śniegiem, wieje huraganowy wiatr i w końcu nadciąga burza. Pioruny walą gęsto, a my kulimy się w namiotach. Noc nie należy do najprzyjemniejszych, odczuwam trochę wpływ wysokości. Wyjście o 4 rano zostaje odwołane - wiatr jest zbyt silny. Około 6 zaczyna się trochę uspokajać i powoli się zbieramy. Czterech z nas po ciężkiej nocy, decyduje się schodzić do bazy, reszta tzn Łukasz, Maciek, Wojtek i ja ruszamy do góry. Wstaje niesamowite słońce, temperatura podnosi się, widoki nieziemskie. Czuję lekki ból głowy i mdłości,  lecz po chwili wszystko mija. Przed nami kilkusetmetrowa lodowa ściana, potem bardzo, bardzo długi trawers aż do przełęczy między wierzchołkami.

 

Warunki są dobre, idziemy mając się w zasięgu wzroku. Niesamowity Łukasz ustanawia świetny czas wejścia (2,40 h od Skał). Od przełęczy jest coraz trudniej, wysokość już ponad 5400 m n.p.m.

 

Wreszcie wychodzimy na plateau szczytowe. Od wierzchołka dzieli nas kilkadziesiąt metrów - zaczynam wierzyć, że się udało.

 

Ostatnie metry - krok za krokiem i jesteśmy!!!

 

Jest około 12 w południe. Wchodzę na szczyt i padam na kolana - nie wiem, czy to zmęczenie, czy w podzięce górze, że pozwoliła się zdobyć. Przypomina się Mieczysław Karłowicz i jego słowa

"I gdy znajdę się na stromym wierzchołku sam, a naokoło
zatopione w morzu równin zakrzepłe bałwany szczytów -
wówczas zaczynam rozpływać się w otaczającym przestworzu,
przestaję się czuć wyodrębnioną jednostką ,
owiewa mnie potężny,wiekuisty oddech wszechbytu "

Jeszcze spojrzenie na północ, gdzie widać zielone, rosyjskie równiny, i na południe - kraina śniegu cały KAUKAZ przed oczami. Podobno przy dobrych warunkach można zobaczyć ze szczytu Morze Czarne.

 

Rozkładamy flagę Polską, robimy zdjęcia. Pora wracać. Wiatr jest coraz bardziej porywisty. Zabieram na pamiątkę ze szczytu mały kamyk i w drogę. Pogoda zaczyna pogarszać się, widocznośc spada.

 

Poniżej przełęczy spotykamy leżącego na śniegu prawie nieprzytomnego Słoweńca. Anton zaczyna schodzić z nami. Trwa to bardzo długo, zresztą jesteśmy już zmęczeni.

 

Dla mnie tradycyjnie zejścia są bardziej uciążliwe, zdecydowanie wolę kierunek - góra.

 

Około godz 16 jesteśmy w obozie. Jest tam już następna grupa, więc czeka nas jeszcze zejście do bazy. Wreszcie można odpocząć i zjeść coś ciepłego. Dla naszej czwórki ten dzień był bardzo szczęśliwy.

 

Następnego dnia, jeszcze 9 osób z naszej ekipy, zdobyło szczyt. Mieli bardzo ciężkie warunki w burzy i porywistym wietrze, przy widoczności spadającej chwilami do kilku metrów. My natomiast spędzamy resztę czasu w bazie grając w tysiąca, leniuchując i objadając się. W niedzielę likwidujemy bazę, pakujemy się i przy dobrej pogodzie schodzimy do stacji MIR.


Kolejka na szczęście działa, więc dosyć sprawnie dostajemy się na dół. Szaszłyk barani i piwo w barze na bazarze pod stacją smakuje wyśmienicie. Jest bardzo gorąco, wokół nas już zielone zbocza doliny. W oddali majaczy potężny ELBRUS - żegnamy się, pozostaną zdjęcia i wspomnienia.

  Poprzednia  | 1 |str. 2| 3 | Następna
» Wstecz
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
 
DODAJ KOMENTARZ
 
KOMENTARZE
  Robal    sobota, 06. stycznia 2007 , 21:30:13, ID (ip): 5ff623
 

 
 
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
FORUM Dodaj nowy wątek
 
 
Google
 
 
 
Warto przeczytać
13.01.2007
24.12.2006
 
 
Czytaj również
 

Jadąc za morze klimat zmieniamy, nie siebie……
29.03.2008 | 19:23
 
Ludzie, pasje i ich opowieści Ta sentencja starego Rzymianina Horacego była mottem dla kolejnej wyprawy Romana ...

23-02
10:44

  WYPRAWA ANDY 2008
Krótkie podsumowanie – spisane w Warszawie 15 lutego 2008 zakończyła się wyprawa ANDY 2008. Po ponad 26 godzinnej podróży z Vina ...

12-02
11:47

  Aconcagua zdobyta – "Romek spedytor" na szczycie
Ludzie, pasje i ich opowieści specjalnie dla spedycje.pl od naszego korespondenta z Andów /10.02.08/ Dziś wreszcie zeszliśmy z gór do ...

05-02
11:00

  Spedytor na szczytach Kordylierów
Chimborazo zdobyte Kolejna korespondencja własna z wyprawy wysokogórskiej polskiej ekipy w Andy. Roman Odolczyk (nasz człowiek na wyprawie) przesłał nam ...

25-01
12:20

  Romek, gdzie Cię tym razem poniosło?
Ludzie, pasje i ich opowieści Niedawno informowaliśmy o kolejnych planach naszego kolegi z branży – Romana Odolczyka. Tym razem, poniosło go ...

06-01
14:38

  Ekspedycja - spedytora w Andy
Roman, Andy i Aconcagua Już po raz kolejny, jeden z naszych stałych korespondentów - Roman Odolczyk rusza w swoją wyprawę, aby ...

30-04
06:28

  Ludzie, pasje i ich opowieści
Relacja z wyprawy na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner – 3798 m Grossglockner – najwyższy szczyt Austrii, w Wysokich Taurach ...
 

 FORUM | « Więcej tematów  « Dodaj temat

Ostatnie komentarze
Przeszukaj forum
    
 
 SONDA
Rail Baltica czy Via Baltica?
jestem za budową Via Baltici
jestem za budową Rail Baltici
jestem za budową Rail i Via Baltici
jest mi to obojętne
 
Arsped Sp. z o. o. 2007 - Wszelkie prawa zastrzeżone