Oni są wspaniali
Od "Moherowych beretów” zespołu Big Cyca rozpoczął się w Kostrzynie 12. Przystanek. Koncertów słuchało kilkadziesiąt tysięcy ludzi - młodzieży, dorosłych i całkiem małych dzieci. -
Jestem z was dumny, w was jest siła i nikt nie ma prawa was obrażać - Jerzy Owsiak krzyczał podczas otwarcia XII Przystanku Woodstock.
Pod najwyższą w Europie sceną kłębił się nieprzebrany tłum młodych. Według ostrożnych szacunków bawiło się tu około 150 tys. osób.
A jednak upał
Przez całe przedpołudnie w Kostrzynie było pochmurno. Nawet spadł lekki deszczyk. -
Bóg kocha Jurka, to nawet ten skwar zabrał - cieszyli się przystankowicze. Ale im bliżej było do 15.00 - godziny otwarcia festiwalu - robiło się coraz goręcej. Owsiak na scenę zaprosił wszystkich swoich gości, Pokojowy Patrol i... Przystanek Jezus.
Po raz pierwszy oficjalnie. -
Widzicie, kochani, zawsze można się dogadać! - krzyczał lider Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Na początek wystąpił Big Cyc. Po "Beretach” Krzysztof Skiba Skibiński przypomniał kilka swoich wielkich przebojów, między innymi "Makumbę” i "Trzeba zarobić parę marek”.
-
Właśnie po to, żeby takich tekstów posłuchać warto tu przyjechać - komentowała Agata Pilarska z Warszawy. Tradycyjnie wielka chmura pyłu natychmiast uniosła się nad tańczącymi.
Bezpieczniej nie można
Z barwnym woodstockowym tłumem mieszali się mieszkańcy Kostrzyna i widzowie, którzy tylko pozornie nie pasują do festiwalu. Gorzowianka Marzena Koziak przyjechała na Przystanek z dwuipółletnim synkiem Kacperkiem.
- Ciągle nas zaczepiają, bo Kacer jest pogodny. Ale to fajne zaczepki - mówi. Została kilka godzin, bo maluszek źle znosi hałas.
- Ani przez moment nie czułam się zagrożona - mówi. Z trójką dzieci: dziewięcioletnią Olą, pięcioletnim Bartkiem i 11-let- nim Maćkiem przyjechała z Wapnicy Anna Kruszyńska. Na festiwal zaprosiła ją rodzina z Kostrzyna. - To zupełnie bezpieczna impreza, tylu ciekawych ludzi - mówiła w trakcie koncertu. A żeby nie ogłuchnąć występy na scenie cała rodzina oglądała ze wzgórza naprzeciw. Tam też ustawiły swoje leżaczki Katarzyna Gołębiowska i Lucyna Ostaszkiewicz z Wrocławia. Przystrojone w kapelusze ze słonecznikami wrocławianki są na Przystanku już po raz trzeci.
- Nie chciałam puścić swojej córki, Karoliny, więc przyjechałam z nią i zabrałam ze sobą moją mamę. Tu jest po prostu super. bezpieczniej bawić się nie można - mówiła K. Gołębiowska.