Chimborazo zdobyte
Kolejna korespondencja własna z wyprawy wysokogórskiej polskiej ekipy w Andy.
Roman Odolczyk (nasz człowiek na wyprawie) przesłał nam kolejną korespondencję, którą udało mu się wysłać, korzystając z krótkiego wypoczynku po zdobyciu kolejnej góry. Tym razem Chimborazo.
Chimborazo (6310 m n.p.m.) to najwyższy wulkan Ekwadoru, jest usytuowany w zachodnim paśmie Cordillera Occidental (Kordyliera Zachodnia). Chimborazo znajduje się w Parku Narodowym Sangay. W języku tamtejszych Indian, Chimborazo, oznacza "wielką śnieżną górę". Chimborazo posiada szeroki, wydłużony grzbiet, o długości ponad 8 km, z którego wypiętrza się pięć, samodzielnych wierzchołków.
Najwyższy z nich, Whymper, jest najodleglejszym miejscem od środka Ziemi. Jako pierwsi, stanęli na nim E. Whymper oraz J.A. i L. Carrel, w 1880 roku. Z wierzchołka rozciąga się wspaniała panorama na wulkaniczne doliny.
Cześć
Ponownie z pięknego Riobamba, właśnie wróciliśmy z akcji na Chimborazo, no cóż było ciężko, pogoda tym razem dopisała średnio. Nastroje w ekipie tym razem były trochę gorsze, myślę, że góra nas trochę przestraszyła, prawie nie ma tam ludzi, rejon powitał nas zimnem i zacinającym śniegiem.
Ponad głowami wznosi sie ogromny kolos Chimborazo, aby uzmysłowić sobie ogrom góry - wyobraźcie sobie, że jest ona wielkości od podstawy - mniej więcej połowy naszych Tatr. Baza była na wysokości 5000 m obok schronu Whymper Refugio. Obóz pierwszy założyliśmy na 5500 m n.p.m na przełęczy Castillo, tak wysoko jeszcze nie spałem, choć trudno to nazwać snem.
„Chimbo” ma 6310 m, więc wyruszyliśmy około 1 w nocy, teren jest miejscami bardzo trudny, głównie idzie sie w lodzie, nachylenie ściany bardzo duże, jest kilka prawie pionowych ścian, wiec trzeba korzystać z pełnej asekuracji, śrub lodowych itp. Było naprawdę ciężko, od wysokości 5700-5800 zaczął padać śnieg i zrobiło sie bardzo zimno – myślę, że temperatura spadała do -15 , było kilka trudnych momentów.
Około 5.30 pierwsza piątka stanęła na szczycie (w tym ja). Szczyt „Chimbo” przypomina rozległy kalafior, teren lodowy poprzecinany szczelinami i dziurami - bardzo ciężko się poruszać, choć jest dość rozległy. Widoczność była minimalna, wiało, zacinało śniegiem i było bardzo zimno. Krajobraz zupełnie księżycowy. No i wysokość - nie ma, czym oddychać. Pozostałe zespoły dotarły na szczyt 1-2 godz. po nas, już jak się rozjaśniło.