Przed odlotem do Argentyny udało się jeszcze zobaczyć stare miasto w QUITO i odbyć rafting w turystycznej miejscowości BANOS.
Podróż do Argentyny odbyliśmy etapami – z Quito polecieliśmy do Limy – stolicy Peru. Następnie lot do Santiago w Chile i potem autobusem do Mendozy gdzie załatwia się pozwolenia na wejście do Parku Narodowego pod Aconcagua. W tym roku pozwolenie na wspinaczkę zdrożały do 200 USD od osoby.
Sama akcja górska na ACONCAGUA była jak wspomniałem szybka, choć te 6 dni, które upłynęły od wejścia do parku narodowego do zakończenia akcji były bardzo ciężkie.
Szczyt zdobyłem 6 lutego o godz. 13.40. Nasza 4-ka po założeniu kolejnych obozów – ostatni na ok. 6200 m n.p.m., zaatakowała szczyt ok. 7 rano. Pogoda była dosyć stabilna, wiatr umiarkowany, natomiast dokuczał silny mróz ok. -35. Na szczyt wchodziliśmy w kilkunastominutowych odstępach, mając nad głowami słońce a wokół piękne widoki. Brzmi to nieco sielankowo, ale wejście było naprawdę wyczerpujące. Mieliśmy po drodze burze śnieżne, nocne wichury i spadki temperatur.