| Kobiety na męskim polu |
|
| sobota, 08. marca 2008 , 09:27 |
|
|

Traktorzystki, murarze i działaczki w czerwonych krawatach. Emancypantki lat powojennych. Wreszcie państwo zapewniało pracę i nie gardziło kobietą. Powstawały żłobki i przedszkola, żeby młode mamy, mogły realizować się nie tylko w domu, ale również miały swój udział w budowaniu sukcesu swojej socjalistycznej ojczyzny.
Po latach wojny, głodu i strachu, ludzie poczuli wiatr w żaglach i chcieli się cieszyć wreszcie upragnioną wolnością.
Na fali optymizmu i rąk niezbędnych do budowania lepszego świata wypłynęły hasła propagandowe zachęcające kobiety do prac, które raczej nie kojarzyły się z płcią piękną. Panie budowały domy, jeździły na traktorach, zatrudniały się w przedsiębiorstwach taksówkowych i pilnowały porządku na ulicach w służbach MO. Przynajmniej tak głosiła propaganda. Państwo socjalistyczne nie mogło nikogo dyskryminować: kobieta też człowiek.
Te czasy szczęśliwie już minęły. Po półwieczu nikt nie potrzebuje propagandy, wielu za to chce realizować swoje marzenia. Wśród szczęśliwców są też panie, które jeszcze do nie dawna nie mogły myśleć o zarabianiu na życie, jeżdżąc ciężarówką czy autobusem. Teraz nie tylko to robią, ale również uczą i egzaminują innych (w tym mężczyzn sic!).
GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE...
Już od dawna wiadomo, że jak nikt sobie nie radzi, to trzeba wysłać kobietę. W końcu łączą na co dzień pracę zawodową z obowiązkami domowymi i wychowaniem dzieci. Podzielność uwagi, która pozwala wstawiać pranie, gotować obiad i pomagać w odrabianiu lekcji, jednocześnie wymyślając kampanię reklamową firmie, która nas zatrudnia, nie mogła ujść uwadze pracodawcom. Jeden się odważył i, nie wiadomo czy z braku mężczyzn, czy z ciekawości, zaryzykował, a za nim pojawili się naśladowcy.
Okazuje się, że Miejskie Zakłady Komunikacji przekonały się już do kobiet. Panie są życzliwe i pomocne. Chętniej zniżają autobus, żeby starsze osoby lub niepełnosprawni pasażerowie mogli wygodnie do niego wejść.
Słuchając radia CB, już nie trzeba długo czekać, żeby usłyszeć głos kobiecy. Trakerki jeżdżą ciężarówkami i w niczym nie ustępują panom. „ W tej pracy naprawdę trzeba być lepszą od mężczyzny. Kobieta może usłyszeć słowa krytyki pod swoim adresem, jeśli sobie nie radzi np. z podpięciem naczepy, manewrami, podjazdem do rampy itd. Jeśli natomiast mężczyzna ma z tym problemy, to na pewno usłyszy co innego, np. że jest mało miejsca na manewry i dlatego nie dał rady. Pozostawiam to bez komentarza, bo i tak mężczyzn nie przegadamy...” – mówi Sylwia Pomykacz, od 9 lat zawodowy kierowca ciężarówki.
Widok kobiety za kółkiem potężnej ciężarówki wzbudza raczej sympatię i podziw wśród męskiej części uczestników ruchu. A co jak na egzaminie na kategorię C, C+E czy D pojawi się pani egzaminator? No cóż nie każdy ma mocne nerwy. „Raz miałam sytuację, kiedy osoba egzaminowana (mężczyzna, egz. kat. C) stwierdził podniesionym głosem, że on sobie nie życzy, żeby go baba egzaminowała! I nie przystąpił do tego egzaminu. Miał prawo, przecież nikogo nie możemy zmusić, żeby zdawał egzamin, skoro nie ma takiego życzenia” – opowiada Anna Kołodziejczyk, egzaminator w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Warszawie.
|