Zgodnie z zasadą, aby każdą noc spędzać w innym miejscu, późnym wieczorem ruszamy w góry.
EL-CHAUPI - to już nie turystyczne Banos. To kawałek prawdziwego Ekwadoru. Biedna, zaniedbana miejscowość położona u stóp ILINIZAS –naszego pierwszego celu.
Tu wszyscy patrzą na nas ciekawie, po dziurawym rynku biegają psy i czarne prosiaki, a na boisko do siatkówki miejscowy zawodnicy przyjeżdżają konno. Jest tu całkiem miły hostel o trudnej do wymówienia nazwie La Llovizna.
Właściciel ma na imię Vladimir – typowo latynoskie imię. Vladimir jest chyba miejscowym potentatem gdyż jednym telefonem potrafi załatwić transport w dowolne miejsce.
W hostelu poza nami jest jeszcze grupka Francuzów także wybierających się w góry. ILINIZAS NORTE – 5126 m n.p.m. – podjeżdżamy samochodem tak wysoko jak się da, czyli na 3900 m n.p.m. Na początek musimy dotrzeć do schronu NUEVOS HORIZONTES, który położony jest na wysokości ok. 4500 m.
To pierwsza akcja górska – wysokość dość znaczna – na pewno będą ofiary. Po dojściu do schronu nie jest tak źle – większość ekipy czuje się nieźle. W nocy jednak choroba wysokościowa zbiera pierwsze żniwo.
Pobudka wyznaczona zostaje na 6 rano. Cztery osoby w ogóle nie wstają z pryczy. Ja czuję się po prostu fatalnie. Głowa pęka i zbiera się na wymioty. Chłodne powietrze na zewnątrz nieco pomaga. Organizm dostaje więcej tlenu niż w dusznym pomieszczeniu. Jeszcze proszek od bólu głowy i powoli jest lepiej.
Początkowo łatwym terenem wspinamy się coraz wyżej – pogoda dopisuje i dość szybko pod nami w dole widać imponujące zwały chmur – widok tak dobrze znany z Tatr.
Ze wspinaniem ponad granicą chmur jest jak z czytaniem poezji Rimbaud. Znajdujesz się nagle w nierzeczywistym, wspaniałym świecie, genialnie i od niechcenia stworzonym przez naturę. I ten świat czasem trwa tylko chwilę.
Mieliśmy szczęście na ILINIZAS. Nie wiało a temperatura w pełnym słońcu była dość wysoka. W pewnej chwili z chmur w oddali ukazał się naszym oczom ogromny harmonijny stożek. Nie byliśmy pewni czy to chmury tak się wypiętrzyły, czy to szczyt góry. Tak po raz pierwszy zobaczyliśmy COTOPAXI – następny nasz cel.
O 8.45 po pokonaniu ostatniego odcinka grani 12 osób staje na szczycie. Wchodzimy kolejno – na wierzchołku mieszczę się 2 osoby, a każdy chce mieć zdjęcie. Po trzech dniach pobytu mamy pierwszą zdobycz na koncie i początek aklimatyzacji.
Schodzimy w szybkim tempie i jeszcze tego samego dnia po południu jesteśmy z powrotem w EL Chaupi. Kilka godzin odpoczynku się przyda. Czas tu płynie wolno- nikt się nigdzie nie spieszy a w sklepiku na rynku nie obowiązują nawet terminy ważności do spożycia.
Jutro ruszamy na Cotopaxi. Najpiękniejszą górę, jaką widziałem.