BEZ POBŁAŻANIA
Kontakt osobisty kierowcy z amerykańską służbą graniczną trwa w normalnym trybie od jednej do kilku minut. (Jest to możliwe, ponieważ wstępna odprawa celna, tak zwany manifest, dokonywana jest elektronicznie przez przewoźnika, zanim truck pojawi się na granicy. Resztę dokumentacji dla urzędu celnego przygotowuje również z wyprzedzeniem broker, czyli przedstawiciel przewoźnika rezydujący na przejściu granicznym). Na granicy bez wychodzenia z kabiny trucka należy odpowiadać na pytania oficera. Urzędnik na podstawie uzyskanych odpowiedzi, a także wyglądu i zachowania kierowcy oraz po sprawdzeniu dokumentów podejmuje decyzję, czy kwalifikuje się do przekroczenia granicy.
Zdaniem Jarosława Mokrzewskiego, wygląd zewnętrzny i zachowanie się mogą nam w tym pomóc. Ubranie powinno być czyste, twarz ogolona, a dokumenty przygotowane do okazania. Ważne jest pokazanie respektu dla oficerów emigracyjnych i celnych. I na koniec jeszcze jedna rada: nie należy bać się zadawać pytań, jeżeli kierowca nie jest pewny, czy wszystko jest zgodne z prawem.
Prawdę powiedziawszy, większość wpadek polonijnych kierowców na granicy kanadyjsko-amerykańskiej bierze się właśnie z nieznajomości przepisów.
Bohaterami truckerskich opowieści są więc zwykle początkujący kierowcy, bo służby graniczne nie mają dla nich żadnego pobłażania. Na przykład bezwzględnie przestrzegają miejsca przekraczaniagranicy zapisanego w dokumentach przygotowanych do odprawy celnej. Jako przestroga niech służy historia truckera, który chcąc uniknąć kilkugodzinnej kolejki do przejścia granicznego w Port Huron (na północ od Detroit), pojechał odprawić się do nieodległego Windsor. Wdał się w dyskusję z urzędniczką (sic!), która chciała go cofnąć z granicy.

Za karę musiał postawić trucka na parkingu i czekać kilka godzin na rozmowę z wyższym urzędnikiem w celu – jak mu się wydawało – złożenia stosownych wyjaśnień. Tymczasem urzędnik bez zbędnych ceregieli zgodził się na zmianę przejścia granicznego, ale postawił dwa warunki: po pierwsze najpierw trucker przeprosi urzędniczkę, a po drugie– urzędniczka musi przyjąć jego przeprosiny. Jak nietrudno się domyśleć, trucker spędził na granicy kolejne kilka godzin, czekając na dowód łaski pani urzędniczki. Każda władza lubi przecież uczyć pokory i nie znosi, jak ktoś naraża na szwank jej autorytet. Przekonał się o tym również inny Polonus. Na pytanie urzędnika granicznego, gdzie się urodził, odpowiedział: w szpitalu. Za ten żart trzymano go na granicy siedem godzin.