Ludzie, pasje i ich opowieści
32-letnia Kinga Baranowska jako pierwsza Polka stanęła na położonym w Nepalu szczycie Manaslu (8156 m). Po raz pierwszy Góra Ducha została zdobyta przez japońską wyprawę w 1956 roku, a dotychczas wspięło się na wierzchołek ośmiu polskich alpinistów.
"J
estem zmęczona, ale chyba już dociera do mnie, że... jestem szczęśliwa, bowiem bezpiecznie zeszłam do bazy" - przekazała w pierwszych słowach telefonicznej rozmowy z PAP pochodząca z Kaszub, a od kilku lat mieszkająca w Warszawie Baranowska, z wykształcenia geograf.
To jej piąty ośmiotysięcznik po Cho Oyu (8201 m), Brod Peak (8047 m), Nanga Parbat (8125 m) i Dhaulagiri (8167 m).
Pod koniec września hiszpańscy alpiniści, z którym współdziałała Baranowska, dowiedzieli się, że dobra pogoda ma się utrzymać do czwartego, maksymalnie piątego października.
"Co tu robić? - zastanawialiśmy się. Nie mieliśmy bowiem odpowiedniej aklimatyzacji. A tu takie okno pogodowe, w środku monsunu! Następne może się pojawić za dwa tygodnie! Przepuścić takiej szansy nie można było. Po drodze zdecydowaliśmy, że jedna noc na 6800 m musi nam wystarczyć by zaatakować szczyt" - powiedziała członkini Alpinus Expedition Team.
Jak podkreśliła, plan był odważny, bo z jedną nocą na 6800 m - aklimatyzacja jest niewystarczająca, ale... "
Słabą grupą nie jesteśmy. Każdy z naszej ósemki ma po kilka ośmiotysięczników w dorobku i zna swój organizm".
Noc w obozie trzecim przed atakiem szczytowym była "do niczego". "
Koszmar - napisała na swej stronie internetowej Kinga Baranowska. -
Nie zmrużyłam oka. I wcale nie dlatego, że bolała mnie głowa; po prostu na tej wysokości (prawie 7500 m) pierwszej nocy się nie śpi (jeśli śpi się jakąkolwiek). Wstałam już o 1.30, mimo że wyjście było zaplanowane na 3.00. Wyszliśmy. Jak zwykle na tej wysokości - zimno (około minus 30 stopni). A to w nogi, w ręce, a to nos odmarza itd".