Akt II - Sukces
No i stało się – 10 kwietnia ponownie spotykamy się, wprawdzie w nieco innym składzie w Katowicach i ponownie wyruszamy na spotkanie z najwyższą górą Austrii.
Trasa ta sama: Cieszyn-Brno-Wiedeń-Graz-Klagenfurt-Villach-Lientz i jesteśmy. Znajomy parking leśny pod KALS - tym razem docieramy wcześnie – około 20 bez żadnych niespodzianek. Piękna pogoda, prognozy są dobre, więc jak najszybciej do namiotu, trzeba się wyspać, bo jutro czeka nas wyczerpujący dzień.
Ranek jest piękny, po porannym przymrozku słońce szybko ogrzewa powietrze i robi się wręcz upalnie.
Tym razem ekipa liczy 11 osób na czele oczywiście z „prezesem” Bogusiem Magrelem. Jest z nami również Adam Sikora, wspólnie z Bogusiem – zdobywca w 2005 r SHISHA PANGMA (8027 m).
Znamy już szlak tak, jak poprzednim razem z parkingu przy Lucknerhaus kierujemy się w stronę lodowca KODNITZ KEES. Plan jest następujący, tego dnia dochodzimy do schronu ErzHerzog-Johann-Hutte i tam spędzamy noc.
Stąd do szczytu jest ok. 450 m. Przy stabilnej pogodzie taki scenariusz gwarantuje nam prawie 100 % powodzenia. Po za tym, że zapomniałem zabrać linę z samochodu i musiałem wracać po nią spod Lucknerhutte, droga jest OK. Trochę tylko dokucza upał. Jest naprawdę gorąco, a my musimy pokonać ponad 1600 metrów w pionie.
Na lodowcu wiążemy się w trzech zespołach i około 19 docieramy do ErzHerzog. Jest to dość duże schronisko, teraz nieczynne – dostępny jest tylko mały schron w jego dolnej części.
Po upalnym dniu przychodzi mroźna noc, na szczęście w małym pomieszczeniu, gdzie 11 osób topi śnieg na maszynkach, szybko robi się ciepło.
Piękny zachód słońca przypomina trochę nasze tatrzańskie zachody, zresztą ta część Alp, jaką są Taury bardzo kojarzy mi się z Tatrami.Oczywiście pod względem wielkości i obszaru Taury przewyższają Tatry, ale mają trochę podobny charakter.