Podejście do Studlhutte i podejście do chaty Terycho na Słowacji – czyż nie są podobne?
W każdym razie bezkresny widok z tarasu schronu ErzHerzog-Johann-Hutte w kierunku zachodnim będę pamiętał na pewno do końca życia.Zasypiałem z lekką obawą o pogodę, pamiętając poprzednie załamanie, które uniemożliwiło wejście na szczyt.
Wschód słońca był chyba jeszcze piękniejszy niż zachód, dnia poprzedniego. Wstajemy o 6 rano i przed 7 jesteśmy już powyżej schronu. Droga na szczyt prowadzi początkowo dość płaskim terenem, aby stopniowo przechodzić w coraz bardziej stromy. Ostatni odcinek wspinaczki kuluarem, którym dochodzimy do małej przełączki, jest już bardzo mocno nachylony. Od przełączki zaczyna się skalna grań, którą wspinamy się coraz wyżej korzystając z metalowych trzpieni w skale, jako dodatkowej asekuracji. Teren znowu przypomina trochę Tatry – np. wspinaczkę na Kopę Lodową.
Najtrudniejszym chyba momentem jest wąska, eksponowana grzęda pomiędzy Kleinglockner (3770 m), a Grossglocknerem (3798 m), to naprawdę ciekawe wrażenie, przejść te kilka metrów, kiedy po obu stronach grzędy zieją przepaście.
Dalej teren jest nieco łatwiejszy, zresztą do szczytu stąd bardzo blisko. O 8.45 stajemy w komplecie na kopule szczytowej pod krzyżem.
Nareszcie można wyciągnąć aparaty i zrobić kilka zdjęć. Czuję ulgę i radość, że mimo różnych przeciwności losu stoję na szczycie Grossglocknera i patrzę na Austrię „z góry”.
Nie spędzamy na szczycie zbyt wiele czasu, gdyż idzie za nami kilka zespołów austriackich i może zrobić się tłoczno. Zresztą mijanie się na grani nie należy do najbezpieczniejszych. W drodze powrotnej stopniowo ściągamy z siebie ubrania, ponieważ robi się znowu upalny dzień. Wspaniale jest napić się zimnego piwa na tarasie w Studlhutte i pogrzać w alpejskim słońcu.
Pozostaje tylko zejście na parking przy Lucknerhaus, co zajmuje nam sporo czasu w coraz bardziej miękkim śniegu.
W zajeździe przy parkingu można wziąć prysznic (2,5 euro), z czego oczywiście skwapliwie korzystamy.
Ostatnie rozmowy przed odjazdem, Grossglockner przygląda się nam z oddali, doskonale widoczny w popołudniowym słońcu.
Chciałbym tu jeszcze kiedyś wrócić, choć mam wrażenie, że widzimy się ostatni raz.
Przecież jest jeszcze tyle innych wspaniałych gór na świecie.
Roman Odolczyk
Podziękowania dla kolegów z RUSAK BUSINESS SERVICES za wyrozumiałość