Ludzie, pasje i ich opowieści
6 marca 2007 o godzinie 12:28 (GMT-08:00) Tomek rozpoczął swój samotny rejs dookoła świata, bez zawijania do portów, ze wschodu na zachód przez przylądek Horn i Dobrej Nadziei... do spełnienia marzeń. Dzisiaj opis 184 dnia jego odysei.
Dzień 184/ Fri Sep 07 08:28:57 2007 UTC - 30 53.45 S - 13 26.06 E
Kochanie moje wczoraj nie dzwoniło, to może oznaczać że zaspało do pracy. Jesteś mi winna SMS.
Płyniemy starym szlakiem żaglowców, prowadzącym z czubka Afryki do atlantyckich portów. Za jakiś czas drogi zaczną sie rozchodzić, ale na razie jest tylko jedna, prowadząca ze wschodu na zachód.
Gdy przymykam oczy, zwłaszcza po trzecim łyku z flaszki, widzę tuż obok wypełnione wiatrem wielkie żagle powolnych brygów, szkunerów i biegnące po falach klipy herbaciane. Czar jednak pryska, żagle na rejach zmieniają się w ginącą gdzieś w oddali piane i wydaje się że jesteśmy jedynym żaglowcem na całym świecie...
Zastanawiające, że od dnia wyruszenia z Ensenady nie widziałem nawet deski z żaglem. Gdzie podziały się te wszystkie żaglowe piękności, zbalansowane kecze, szybkie slupy, smukłe jole i dostojne gafle? Wydaje się, że poza nami nie ma już nikogo, a tak wspaniale byłoby wziąć do ręki mikrofon, w drugą browar i pogadać z bratnią duszą o pękniętym wczoraj bloczku albo najbezpieczniejszej o tej porze roku trasie wokół Przylądka Dobrej Nadziei...Ehhh..
Może Andrzej Korycki miał racje, gdy śpiewał, że prawdziwych żeglarzy już nie ma, zostały tylko uwięzione, jak ptaki jachty w kamiennych klatkach portów, a wraz z nimi, na pół obumarłe ludzkie marzenia.
Ale nie wszystko stracone, czasem udaje się wyjątkowo odważnemu żeglarzowi uwolnić któryś, i wypływają razem w długą podróż. Właśnie przeczytałem o Tomku Cichockim, który rusza w tych dniach, lub może już wyruszył w swój wielki rejs, dookoła świata, samotnie, bez dobijania do portów - kogoś mi ten Tomek przypomina...
Będziemy sie mijać na starym Atlantyku, choć gdy on tu dotrze, ja będę już pewnie przy wybrzeżu Ameryki Południowej, w drodze na Cabo de Hornos. Zakładając, że będzie miał na pokładzie SSB radio, może uda się nam czasem pogadać...
.jpg)
PS:
Wczoraj wieczorem odwiedził nas wieloryb. Pierwszy raz wynurzył sie tuz przy burcie, ale zanim poleciałem po aparat, oddalił sie trochę...
Miał, zdaje się nadgryzioną płetwę grzbietową, pewnie jakiś weteran...Załączam małe zdjęcie.
Tomasz Lewandowski pochodzi z Iławy. Wzrastał w atmosferze żeglarskiej klubu "Wodniak", ówczesnego PTTK w Iławie i "portowej knajpy "Pod Omegą. W tym okresie istniały dla niego tylko wiosna i lato: wiosna - przygotowywanie łódki do sezonu, latem - włóczenie się po Jezioraku.
Pragnienie samotnego opłynięcia świata było w nim stare jak on sam...
Miał niecałe 20 lat kiedy posiadł swoją pierwszą Lukę, 7,5 metrowy zatokowy jacht zbudowany ze słomki....Stara zaniedbana łódź po roku pracy zmieniła się w księżniczkę Jezioraka - przynajmniej w oczach Tomka...
Wyjechal do USA. Pracował w New Bedford (MA) przy połowie skalopsa, później na wyspie Kodiak (Alaska) i Morzu Beringa. Następnie byl właścicielem niedużej firmy budowlanej w Seattle (WA)i Mamooth Lakes (CA). (ebi./
www.zeglarz.net )