-
Jak się okazuje to także amerykańscy menadżerowie lubią ponarzekać na swoje ciężkie życie, gdy spotkają się towarzysko przy grilu – pisze w swoim kolejnym felietonie
dr Józef Okulewicz, autor cyklu artykułów, a raczej własnych przemyśleń i spostrzeżeń pod wspólnym tytułem „
Pod znakiem logistyka”.
Tym razem przybliża nam rozważania Bila Patrizio, który postanowił spisać swoje refleksje po spotkaniu ze znajomymi przy grilu. Ich przedmiotem były ciągłe zmiany i rosnące wymagania, z jakimi mają oni do czynienia na współczesnym rynku, a dotyczą kształtującej się od wielu już lat grupy zawodowej, która dla podkreślenia swej odrębności od tradycyjnie rozumianej logistyki, przyjęła dla siebie nazwę „
supply chain managers”.
„
Może ten cały łańcuch dostawczy i strategiczne zasilanie muszą biec swoim torem i nasza zdolność zrobienia znaczącego wpływu zanika ?” skarżył się jeden z uczestników.
Po polsku można by ich nazwać „
zarządcy łańcucha dostawczego”, na podobieństwo „r
ycerzy okrągłego stołu”. Wiadomo przy tym, że zarządzają oni ludźmi, a od „łańcucha dostawczego” przyjmują specyfikę realizowania swego zawodu.
Ta specyfika pozwala Bilowi nie wspominać o transportowaniu, pakowaniu czy magazynowaniu. Co więcej, sprzeciwia się postrzeganiu tego zawodu jako tylko wspomagającego to, co dzieje się w biznesie. Domaga się by wkład do biznesu jego samego i kolegów po fachu był wartościowy i ważny.
Zapraszamy do lektury całego felietonu