| Te rzeczy |
| |
13.06.2008 10:03 |
|
Jest to przykład myślenia kombinatorycznego polegającego na określaniu i analizowaniu wszystkich możliwych kombinacji elementów. Na zachodzie przyjmuje to postać tzw. „case study”. Jak to jest tłumaczone u nas, to nawet szkoda wspominać.
Te relacje pomiędzy dwoma różnymi obiektami są następujące: jeden stoi drugi się porusza – oba się poruszają – oba stoją. Jeśli któryś się porusza, to albo się zbliżają albo oddalają. Jeśli się zbliżają, to powstaje problem rozwiązania ewentualnego konfliktu. W takim przypadku należy sprawdzić jak system umożliwia rozwiązanie potencjalnego konfliktu.
Nauka w tym momencie dostarcza narzędzi do wyznaczenia trajektorii, określenia punktu kolizji i zmodyfikowania prędkości zbliżania lub zarządzenia zatrzymania któregoś z elementów. Ale nic ponadto. Dopiero nakładając kryteria integralności można sprawdzić warunki zachowania przez system swej cechy, jaką jest bycie systemem, czyli całością utworzoną dla określonego celu.
Jeśli przykładowo współczesny pojazd zbliża się do pieszego to taki układ elementów w sposób naturalny nie spełnia ani postulatu dostępności, ani przejrzystości ani łączności. Obaj uczestnicy ruchu są od siebie odseparowani i jedynie mogą się domyślać wzajemnych intencji.
Pierwszym krokiem w kierunku utworzenia systemu było więc przyjęcie odpowiednich konwencji. Mają one na celu zastępcze spełnienie kryteriów integralności. Pierwsza zasada polega na tym, że pojazd porusza się po drodze, a pieszy porusza się poza drogą i nie wchodzi na drogę jeśli może to grozić kolizją z pojazdem. Druga to taka, że jeśli pieszy wchodzi na drogę w wyznaczonym miejscu, to pojazd zatrzymuje się aby go przepuścić. Oznacza to, że zarówno pieszy jak i kierowca muszą umieć dostrzec i rozpoznać sytuację a następnie wybrać adekwatny rodzaj zachowania zgodnie z wyuczonymi wcześniej zasadami. Zasady te umożliwiają spełnienie jednie postulatu przejrzystości, gdyż w przypadku ich przestrzeganiu nie zachodzi potrzeba spełniania pozostałych kryteriów (tak jak z AEO). W ten sposób można działać we wspólnym interesie, choć bez wzajemnej łączności i dostępności.
Dziś jednak przy dużym natężeniu ruchu zarówno pieszych jak i pojazdów, takie zasady nie wystarczą. Należałoby system wzbogacić. Dostępność np. możnaby uzyskać za pomocą zdalnego sterowania, ale to nie wchodzi w rachubę. Można jedynie wprowadzić wzajemną łączność, aby umożliwić na bieżąco wymianę informacji.
Pieszy sygnalizuje zamiar przejścia przez drogę poprzez podejście do drogi. Jest to postępowanie wystarczająco przejrzyste. Na ten zamiar pojazd znajdujący się na kursie kolizyjnym może obecnie odpowiedzieć tylko poprzez zatrzymanie się. Często dla rozwiązania konfliktu wystarczyłoby, aby pojazd zmniejszył swą prędkość i poinformował o tym pieszego. Jednak w obecnych pojazdach są jedynie środki do informowania o zmniejszaniu prędkości elementy systemu będące za pojazdem.
No i jest problem. Prowadząc powyższe rozumowanie dochodzimy do wniosku, że przydałoby się z przodu pojazdu światło włączane pedałem hamulca, które informowałoby pieszego przed pojazdem o zmniejszaniu prędkości przez pojazd. Jest pomysł – ale rzeczy odpowiadającej temu pomysłowi – nie ma.
Czy należy ją wytworzyć, by następnie dostarczyć uczestnikom ruchu możliwość wzajemnego informowania się? Kto ma rozstrzygnąć ten dylemat? Kto i jak ma uwarunkować zaistnienie tej rzeczy?
Na zachodzie o tym nie wiedzą. U nas przepisy nie zezwalają na samodzielne montowanie świateł na pojazdach. Dużo wcześniej autor tych przepisów zadecydował, że wymyślona właśnie rzecz nie będzie mogła zaistnieć. Powinna zaś zaistnieć ze względu na sposób rozumienia dobra uczestników ruchu. Ponieważ czasopisma motoryzacyjne nie odpowiedziały na apel, to teraz kolej na towarzystwa ubezpieczeniowe.
Takie też dylematy – może w innej skali – przeżywa logistyk na co dzień. Zarówno źródłem dylematów jak i sposobem na ich rozwiązywania jest wyuczony sposób myślenia. Skutkiem zaś rozwiązania dylematów myślowych są rozmaite rzeczy dostarczane następnie odbiorcom dóbr. Dlatego warto myśleć o tych rzeczach i o tym skąd się biorą.
P.S. Mimo postanowienia, że nie będę oglądał niedzielnego „meczu otwarcia”, okoliczności sprawiły, że zacząłem go oglądać. Dzięki temu udało mi się obejrzeć pierwszą bramkę strzeloną przez Polaka. Drugiej Jego bramki już nie ujrzałem. Zanim nastąpiła, trzech naszych – mając już jedną bramkę za sobą i szansę na przegranie meczu – ustawiło się w trójkącie mniej więcej równobocznym i zaczęli sobie podawać piłkę. Po jakimś czasie Niemiec zorientował w algorytmie i stając na drodze piłki do kolejnego wierzchołka, odebrał ją naszym zawodnikom. Odniosłem wrażenie, że tych ludzi nie pasjonuje skąd się biorą gole i straciłem ducha do dalszego oglądania tego meczu i następnych. |