Kilka pracownic fabryki monitorów TPV trafiło do szpitala z podejrzeniem zatrucia oparami cyny. Sanepid ustalił, że omdlenia to efekt upałów i niewłaściwie działającej wentylacji.
Gorzowską fabrykę TPV Displays Polska uruchomiono wiosną tego roku. Przy produkcji monitorów LCD pracuje w tej chwili 1600 osób, a do końca roku przybyć ma jeszcze 200 pracowników. Do zasłabnięć doszło przy stanowiskach, gdzie lutuje się elementy tunerów do płyt głównych telewizorów. Na jednej zmianie zajmuje się tym dziesięć kobiet. Pracownice siedzą pochylone nisko nad lutowanymi elementami. Nie mają masek ochronnych. Obok są jedynie rurki odciągające opary. Nad głowami dodatkowo świecą ogromnej mocy lampy. Tak opisują to miejsce pracownicy TPV. Proszą o anonimowość, obawiając się zwolnienia.
Z relacji pracowników wiemy, że tydzień temu w poniedziałek po południu zasłabły cztery kobiety. Trzy kolejne poczuły się źle na nocnej zmianie. Nie straciły przytomności, same poprosiły o pomoc. Do zakładu wezwano pogotowie.
Dorota Siedziniewska, dyrektor ds. zasobów ludzkich TPV Displays Polska, potwierdza, że pracownice odwieziono do szpitala ok. godz. 3. Po udzieleniu pomocy ich stan poprawił się i o godz. 6 rano w dobrym stanie wypisano je do domu. W oficjalnym komunikacie Siedziniewska tłumaczy, że zakład niezwłocznie przeanalizował warunki pracy na wszystkich stanowiskach lutowania. Stwierdzono, że na stanowiskach nie występują substancje mogące powodować zagrożenie dla zdrowia - informuje TPV.
Dyrekcja zakładu podejrzewa, że na złe samopoczucie pracowników miał wpływ panujący upał. W hali produkcyjnej mimo działającej wentylacji temperatura także była wyższa niż zazwyczaj. Po informacjach "Gazety" sprawą zainteresowały się inspekcja pracy i sanepid. W fabryce przeprowadzono kontrolę. - W środku było duszno. Brakowało powietrza - mówi Dorota Konaszczuk, szefowa sanepidu w Gorzowie Wlkp. Inspekcja pracy stwierdziła, że omdleń nie można zakwalifikować jako wypadku przy pracy, sprawę pozostawiła sanepidowi. Ten wykluczył, by przyczyną omdleń było zatrucie chemiczne. - Lekarze nie stwierdzili takich objawów u pracowników, poza tym w zakładzie stosowana jest cyna bezołowiowa, a z literatury oraz doświadczeń innych zakładów wiemy, że jej opary nie stanowią zagrożenia - mówi Anna Dańko, kierownik sekcji higieny pracy. - Prawdopodobnie przy obecnych, ekstremalnych warunkach pogodowych nie sprawdziła się wentylacja. Ruch powietrza był ograniczony. Było duszno. W połączeniu ze zmęczeniem i stresem to mogła być przyczyna omdleń - mówi Konaszczuk. - Skuteczność wentylacji była sprawdzana jeszcze przed uruchomieniem zakładu. Wtedy pogoda była inna, a w środku nie pracowali jeszcze ludzie. Sanepid nakazał dyrekcji fabryki przeprowadzenie ponownych badań wentylacji i podjęcie działań, które poprawią komfort pracy. - Pierwsze działania już zostały podjęte. W odciągaczach oparów wymieniono filtry oraz końcówki, dzięki czemu pracownice mogą przysuwać bliżej odciągacze. Możliwe, że rozbudowana zostanie także wentylacja, ale to już poważna inwestycja. Na razie przestawiono niektóre elementy w hali produkcyjnej, by zwiększyć cyrkulację powietrza - mówi Dańko.