Poczta przygotowuje się do otwarcia rynku, podnosząc ceny
wtorek, 26. sierpnia 2008 , 10:11
- Urząd Komunikacji Elektronicznej może nie zaakceptować podwyżek proponowanych przez Pocztę. Nowy cennik warunkowo zaakceptowaliśmy, bo w Poczcie akurat trwały przygotowania do strajku. Poczta zobowiązała się wtedy do przedstawienia planów naprawczych w przedsiębiorstwie. Chodzi m.in. o cięcie kosztów. Z przykrością stwierdzam, że Poczta porozumienia nie przestrzega - mówi Karol Krzywicki, dyrektor departamentu rynku pocztowego w UKE w rozmowie z Piotrem Miączyńskim i Przemysławem Poznańskim, którą opublikowała Gazeta Wyborcza.
Wymiana skrzynek pocztowych na tzw. euroskrzynki, do których dostęp będą miały prywatne firmy pocztowe kończy monopol Poczty Polskiej. Dlatego warto przeczytać zapis tej rozmowy. Karol Krzywicki, dyrektor departamentu rynku pocztowego w UKE:To dopiero początek uwalniania rynku. Prywatne poczty powinny mieć możliwość dostępu do infrastruktury Poczty Polskiej, np. do jej sortowni, gdzie dzieli się listy i paczki. Działałoby to tak: prywatna poczta przywoziłaby przesyłki, a poczta za opłatą je sortowała i doręczała. Korzystałby prywatny operator, korzystałaby też poczta, bo miałaby dodatkowy obrót. Inna sytuacja - prywatny operator dostarczałby przesyłki do konkretnego urzędu Poczty Polskiej, a listonosze by je roznosili razem ze swoimi. Poczta pobierałaby za to oczywiście wynagrodzenie.
Chcemy, aby takie regulacje znalazły się w nowym prawie pocztowym. Parlament powinien je uchwalić do końca 2010 roku. Taki obowiązek nakłada na nas unijna dyrektywa.
Poczta Polska jest gotowa na otwarcie rynku?
- Obecnie radzi sobie, bo konkurencja na rynku jest bardzo słaba. Za cztery, pięć lat - o ile Poczta będzie tkwić w tym samym miejscu - będzie jej pewnie znacznie trudniej.
Poczta do 2013 r. ma monopol na część usług. Zgodnie z prawem przesyłki do 50 g, czyli większość zwykłych listów, faktur czy rachunków, prywatni operatorzy powinni przesyłać po wyższych cenach niż
Poczta. Prywatne poczty omijają to i dołączają do listów blaszki bądź worki z piaskiem. Co UKE na to? - Tam, gdzie takie dociążanie jest nielegalne, trzeba z tym walczyć. A nielegalne jest, gdy operator otrzymuje przesyłkę lżejszą niż 50 g, a następnie sam ją dociąża. Prywatne poczty robią jednak inaczej. Na zlecenie nadawcy, np. firmy telekomunikacyjnej, przesyłki są pakowane do kopert i obciążane przez firmy zewnętrzne i dopiero potem dostarczane operatorowi. W świetle obowiązujących przepisów jest to legalne.
Czyli jeśli klient przychodzi na prywatną pocztę, kupuje kopertę, a pani mówi mu, żeby wsadził do niej blaszkę, która jest przy okienku, to jest to legalne? - Tak. Operator w takim przypadku przyjmuje już przesyłkę, która waży więcej niż 50 g.
Panie dyrektorze, powiedzmy sobie szczerze, to jest omijanie prawa. - Przyznaję, to wygląda trochę jak żart z Monty Pythona. Ale UKE nie może tu interweniować, bo to nie operator dociąża przesyłkę.
Na razie Poczta do uwolnienia rynku przygotowuje się, podwyższając ceny usług. - UKE może nie zaakceptować zmian cen proponowanych przez Pocztę. Kiedy w kwietniu dostaliśmy jej nowy cennik, który miał przede wszystkim sfinansować podwyżki dla pracowników, dokładnie sprawdzaliśmy, czy wzrost cen usług jest uzasadniony kosztami. Porównaliśmy ceny z krajami Unii Europejskiej i wyszło nam, że w niektórych przypadkach cennik jest zawyżony, w innych zaniżony, jak np. przy dostarczaniu przesyłek reklamowych. Cennik warunkowo zaakceptowaliśmy, bo w Poczcie akurat trwały przygotowania do strajku, a nie chcieliśmy utrudniać dyrekcji możliwości dogadania się z załogą. UKE podpisało jednak z Pocztą porozumienie, w którym operator zobowiązał się do przedstawienia planów naprawczych w przedsiębiorstwie. Chodzi m.in. o cięcie kosztów.
I? - Z przykrością stwierdzam, że Poczta porozumienia nie przestrzega. Owszem, zapewnia nas, że istnieje jakiś program naprawczy, jednak mimo wielu próśb o jego podesłanie nadal go nie otrzymaliśmy. Poczta przesłała nam za to pismo, z którego wynika, że chce ograniczyć roznoszenie poczty na terenach wiejskich. Dziś listonosze chodzą po domach pięć razy w tygodniu, Poczta chciałaby ograniczyć to do dwóch razy w tygodniu. Chciałaby też w przyszłym roku podnieść, i to dwa razy, ceny swoich usług.
O ile? - Nie wiadomo. Pisma, które do nas docierają, są lapidarne.
Czyli obniżanie kosztów według Poczty miałoby polegać na obniżeniu jakości usług i podnoszeniu cen? - Dokładnie tak. I to usług, których jakość już nie jest rewelacyjna.
Może na usługach pocztowych po prostu nie da się zarobić? - Byłem ostatnio w Brukseli na spotkaniu komisarzy unijnych, ministrów odpowiedzialnych za rynek pocztowy oraz szefów poczt. W jednym panelu brali udział szef poczty belgijskiej i holenderskiej. Pierwszy żalił się, że biznes pocztowy nie ma przyszłości, drugi twierdził, że ten biznes ma wielką przyszłość, potrzebne jest tylko otwarcie rynku. To pokazuje, jaka jest droga dla Poczty. W tych krajach Europy, gdzie nastąpiła restrukturyzacja i komercjalizacja, a w przypadku Holandii całkowita prywatyzacja operatora publicznego, poczty funkcjonują wyśmienicie, tam gdzie brakuje dobrego zarządzania, zawsze będzie narzekanie.
Co nasza Poczta powinna zrobić, aby poprawić swoją sytuację? - Operator musi zrozumieć, że niekoniecznie trzeba utrzymywać urząd pocztowy w każdej wsi. To są niepotrzebne koszty. Wystarczy, że poczta będzie miała placówki mobilne, które będą odbierać przesyłki od osób, które zgłoszą chęć wysłania paczki czy listu. To działanie zbliżone do modelu firm kurierskich.
Co jeszcze? - Poczta zatrudnia ok. 100 tys. osób. Naszym zdaniem za dużo pracuje ich w administracji, a za mało przy roznoszeniu przesyłek i obsłudze klienta. Poczta musi też popracować nad jakością obsługi posprzedażowej. Wystarczy spojrzeć, jakie są dysproporcje między uznawaniem reklamacji klienta w Poczcie a u innych, prywatnych graczy. Poczta większości reklamacji - ok. 80 proc. - nie uznaje, alternatywni gracze uznają lwią część zastrzeżeń klientów. Tu Poczta ma bardzo dużo do zrobienia. Możliwości stwarza i obecne prawo pocztowe. Istnieje np. instytucja sądu polubownego czy mediacji. Dla przykładu TP SA często z tego korzysta i nieźle sobie radzi, Poczta Polska wzbrania się przed tą drogą - 99 proc. prób mediacji jest odrzucanych przez operatora przed ich rozpoczęciem.
Wreszcie pozostaje wdrożenie systemów informatycznych, które mogą pokazać, gdzie jest każda przesyłka. To pomoże Poczcie w uporaniu się z problemem ginących paczek i listów.
Poczta Polska powinna być sprywatyzowana? - To byłby dobry krok.