Zwiększenie wzrostu sprzedaży o 150 milionów złotych oraz redukcja kosztów własnych o 250 mln, w tym 150 mln już w przyszłym roku – to filary przedstawionego przez zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT sześciopunktowego programu naprawczego firmy. Optymalizacja siatki połączeń lotniczych ma pozwolić na zaoszczędzenie 160 milionów złotych. Zgodnie z programem naprawczym - do końca 2010 roku firma stanie się rentowna i dostosowana do warunków rynkowych.
I co bardzo istotne, szczególnie dla pracujących w spółce, jej prezes Dariusz Nowak zapewnia, że nie stawia sobie za cel redukcję zatrudnienia. Decyzje o ewentualnych zwolnieniach zostaną podjęte po dokładnym przygotowaniu, zapewnieniu motywacji dla pracowników i zapewnieniu ku temu odpowiedniej infrastruktury. Plan naprawy zakłada także reorganizację całej grupy kapitałowej.
Koszty restrukturyzacji szacowane są na 70 milionów złotych. Według zarządu, naprawa firmy zmniejszy jej straty już w tym roku o 20 milionów złotych. Według prognoz, straty firmy w tym roku, mogą sięgnąć 275 milionów złotych. Zarząd tłumaczy je między innymi wysokimi cenami paliw na rynkach światowych i złą koniunkturą w branży lotniczej. Zaakceptowany przez radę nadzorczą spółki program naprawczy, opóźni niestety jej wejście na giełdę.
Zdaniem Adriana Furgalskiego z zespołu doradców gospodarczych TOR, plan naprawczy jest ambitny i w pełni rynkowy. Dodaje jednak, że są dwie niewiadome, które stawiają wdrożenie planu pod znakiem zapytania - polityka i związki zawodowe.
Furgalski jest zdania, że program naprawczy firmy musi spowodować redukcję zatrudnienia - w samej administracji o około 40 procent. A to wywoła zwiększoną aktywność związków zawodowych. Mało tego, ewentualne plany prywatyzacji (w formie ustawy) zawetuje prezydent.
Dlatego być może jedynym skutecznym rozwiązaniem powinno być pozyskanie inwestora strategicznego, zamiast wejścia na giełdę.
Jedno nie ulega wątpliwości, bez przeprowadzenia programu naprawczego – spółka upadnie.
ebi./źródła:lot/IAR