Aczkolwiek w podstołecznych miejscowościach nie muszą tak ostentacyjnie przestrzegać tej strategii. Dlatego może akurat ukończono modernizację drogi, po której jeżdżę do Stolicy i na całej trasie są aż 3 jezdnie. Tu jednak wyraźnie widać nieskuteczność ograniczania przepustowości za pomocą organizacji ruchu. Choć ustawione znaki ograniczają prędkość na przemian do 70, 50 i 60 km/h, to mało kto zwraca na nie uwagi, byle prędzej dotrzeć do pierwszych barykad Stolicy.
Tym razem pierwsza już dała o sobie znać daleko przed ratuszem w „Czarnołęce”. Dojeżdżając do stojących samochodów, ci bardziej słabego ducha już tutaj przejeżdżali przez dzielący jezdnie trawnik i wracali z powrotem by dokonać szturmu przez „Czystów”, bo może będzie łatwiej. Inni rezygnowali na mijanych powoli skrzyżowaniach, często jadąc pod prąd na pustej jezdni w przeciwnym kierunku.
Pozostali cierpliwie napierali powoli na pierwsze światła, które ustawiono tak, by już na tej dalekiej flance powstrzymywać ruch pojazdów do centrum. W czasie dojeżdżania do tych świateł minął czas przeznaczony na całą podróż i zaczęło się moje spóźnienie. Po ich przekroczeniu można już było popędzić przez mostek nad „Kanałem Zarańskim”. Potem szybko przez „Most Dzidy” do zjazdu na "Rzekostradę". Ale tylko można zmniejszać spóźnienie, bo to jeszcze nie koniec.
Zjazd to kolejna barykada, która od tego miejsca ma za zadanie powstrzymywać ruch aż do tunelu wzdłuż rzeki. Posuwając się powoli koło za kołem, szturmujący zbliżali się do świateł przed tunelem. Wspólny wysiłek połączył podstołecznych mieszkańców i mieszkańców odciętej dzielnicy, którzy tędy próbowali objechać barykadę na wiadukcie przy dworcu.
Po dotarciu do tunelu można było znowu popędzić. Jest to bowiem tylko barykada organizacyjna, na której znakami ograniczono prędkość do 50 km/h. Ponieważ jednak nie była obsadzona przez strzelców wyborowych, to można było nie zwracać na to uwagi. Jednak pędząc po opustoszałych ulicach centralnej dzielnicy trzeba uważać na rozrzucone miny w postaci dziur w jezdni czy też rozmieszczonych w różnych miejscach jezdni obniżonych albo podwyższonych włazów do kanałów kanalizacyjnych. Lawirując pomiędzy nimi mogłem dotrzeć do celu, przejeżdżając wraz z innymi „Trasę Kąpielową”.
Krótki zjazd do góry i nareszcie zwycięstwo. Jestem na miejscu. Odległość 25 km, czas jazdy 180 minut, spóźnienie 120 min.
Nic to. Jutro kolejny szturm Stolicy.
Na pohybel jej „obrońcom”.
Józef Okulewicz